Marzena Rogalińska. Inicjatorka pierwszych warsztatów, organizatorka warsztatów. Grzegorz Kusio. Muzyk, twórca aranżacji muzycznych. T: +48 790 429 294. Agnieszka Brenzak. Wokalistka. Szkolenia dla nauczycieli, na których dostajesz gotowe projekty muzyczno-taneczne do wykorzystania w codziennej pracy z dziećmi oraz na uroczystościach
Informacje o CD MP3 Kopciuszek słuchowisko z piosenkami - 10739742500 w archiwum Allegro. Data zakończenia 2021-06-11 - cena 23,39 zł
Informacje o KARUZELA Z PIOSENKAMI. KSIĄŻKA Z PŁYTĄ CD - 12730885952 w archiwum Allegro. Data zakończenia 2023-05-26 - cena 49,23 zł
Kup teraz na Allegro.pl za 34,85 zł KARUZELA Z PIOSENKAMI. KSIĄŻKA Z PŁYTĄ CD na Allegro.pl - Wrocław - Stan: nowy - Radość zakupów i bezpieczeństwo dzięki Allegro Protect!
Karuzela z piosenkami + CD - Julianna Michorczyk • Książka ☝ Darmowa dostawa z Allegro Smart! • Najwięcej ofert w jednym miejscu • Radość zakupów ⭐ 100% bezpieczeństwa dla każdej transakcji • Kup Teraz! • Oferta 13757130070
Informacje o Karuzela z piosenkami. Książka z płytą CD - 8317556188 w archiwum Allegro. Data zakończenia 2019-11-10 - cena 46,43 zł
ItWL6g. Wyjątkowa, przepięknie ilustrowana książeczka dla dzieci, do której dołączona jest płyta CD z bazie 10 współczesnych historii z życia uczniów i przedszkolaków: o urodzie, kompleksach, obrażaniu, zazdrości, o świętowaniu niedzieli, o odwadze, pomaganiu, strachu, uczciwości i o umiłowaniu prawdy, dzieci łatwiej zrozumieją, czym są prawdziwe wartości i jak powinny zachować się w danej sytuacji. Pointą do opowieści jest 10 piosenek o biblijnych bohaterach zmagających się z podobnymi problemami. Są to: Estera, Dawid, Abraham, Jakub, Samuel, Samson Mojżesz, Jozue, Noe i ta to doskonała pomoc w wychowaniu dzieci oraz fantastyczne narzędzie w ich edukacji biblijnej.
W katalogu płytowym Marka Grechuty są tytuły, które były firmowane i przez niego, ale też przez innych artystów- Teresą Iwaniszewską-Haremzą, Magdą Umer, Marianem Opanią („Pieśni Marka Grechuty do słów Tadeusza Nowaka”), Krystyną Jandą („W malinowym chruśniaku”), Marylą Rodowicz, Krzysztofem Jasińskim i Janem Kantym Pawluśkiewiczem (współtworzącymi musical- „Szalona lokomotywa”). W ramach zestawu „Świecie nasz” jest też płyta „Serce”, zamykająca cykl- rejestracja benefisu Grechuty zagrana i zaśpiewana przy współudziale wielu znakomitości polskiej notatce do wydania Pomatonu z 2001 roku (na fotografiach wyżej) można przeczytać: „Grechuta śpiewa Leśmiana… Chciałoby się powiedzieć: Nareszcie. Marek Grechuta zachwycał się już wcześniej wierszami jednego ze swoich ulubionych poetów i może musiało minąć jeszcze kilka lat, zanim „dojrzał” do tego trudnego zadania. Wcześniej zmierzył się z poezją Tadeusza Nowaka (pieśni), bliskiego spadkobiercy Leśmiana w polskiej poezji, piewcy metafizycznej ludyczności, również wielkiego mistyka. To Krystyna Janda namówiła Grechutę na skomponowanie cyklu pieśni do erotyków Leśmiana. Nie chce się wierzyć, ale te natchnione, nieporównane, trudne kompozycje powstały w ciągu paru dni i to w gmachu TVP na Woronicza! Grechuta komponował w pustym pokoju, zapisując gotowe aranżacje na papierze nutowym. Towarzyszyło tej pracy absolutne poczucie formy. Jak sam mówi „każdy z wierszy uzmysławiał potrzebę innej kompozycji i aranżacji”. Powstało dzieło w pełni ponadczasowe. ‘Ten cykl erotyków Leśmiana był od młodości moim ulubionym’ – mówi aktorka. ‘Zawsze traktowałam go jako historię, całość. Marzyłam, aby móc go zaprezentować. Namówiłam Marka na ‘Chruśniak’, bo uważałam, że jest on idealnym kompozytorem dla stworzenia muzyki do tych wierszy i wymarzonym interpretatorem tej poezji. Tak powstał ‘nasz Chruśniak’. Ja nadal jestem w Marku zakochana. W barwie jego głosu, we wrażliwości, delikatności, muzykalności. Nie rozstaję się z jego nagraniami.’ Album otwiera odegrany na fortepianie zarys głównego tematu na tle odgłosów łąki. Ona sama (‘Łąka’ to tytuł tomiku wierszy Bolesława Leśmiana, w którym znalazł się cykl prezentowanych tu erotyków) przedstawia się nagle głosem Krystyny Jandy. Wokalna wersja tej samej kompozycji, wykonana w duecie, jest najbardziej znanym tematem z całego wyboru. Senny nastrój sekwencji ‘Taka cisza w ogrodzie’ ustępuje nagle nastrojowi niepokoju (‘Śledzą nas’) – ktoś płoszy kochanków a gwałtowność tej sceny podkreślają niekonwencjonalnie użyte instrumenty perkusyjne. Hasło nasze to wspaniale zilustrowane oczekiwanie schadzki przez podnieconego kochanka – jakże celne okazało się użycie kontrabasu, podkreślającego swoją pulsacją bicie serca. Kochanka lepiej maskuje swoje uczucia – z całym spokojem rozmawia o zazdrości, jasno formułuje swoje zarzuty (‘Zazdrość moja’). Daje upust emocjom na osobności, co – zauważone przez kochanka – doprowadza do ekstatycznej eksplozji instrumentalnej. Ale prawdziwa eksplozja namiętności kochanków następuje dopiero we fragmencie Ty pierwej mgły dosięgasz – wiersz Leśmiana jest chyba najpiękniejszym w polskiej poezji opisem najwyższego miłosnego uniesienia. Dosyć radykalna zmiana nastroju w utworze Zazdrośnicy umotywowana jest żartobliwym charakterem samego wiersza. Niekłamaną muzyczną rewelację zachował Grechuta na sam koniec: melodia „finału” (‘Zmienionaż po rozłące’), powtarzająca się i obsesyjna, jest niewiarygodnie piękna – spotkanie kochanków po latach jest już indywidualnym dramatem każdego z nich… Przepiękna instrumentacja tego fragmentu – niemal żałobna w wymowie, w aranżacji sekcji smyczkowej przywołująca Partity Jana Sebastiana Bacha – sprawia, że jest to jeden z najpiękniejszych utworów orkiestrowych w całej polskiej muzyce popularnej. Oto w serii „Świecie nasz” powtórna premiera „Łąki” w jej pełnej, oryginalnej postaci (doszły fragment recytowane), której przywrócenie – jak wierzymy – ucieszy zarówno miłośników poezji Leśmiana, jak obojga występujących artystów. Doprawdy imponującą porcję nagrań dodatkowych przygotowaliśmy do tej edycji – wszystkim zaprezentowanym tu kompozycjom patronuje Muza Miłości. Rzecz jasna zakładając, że miłość niejedno ma imię, a kochać to nie znaczy zawsze to samo.” „W malinowym chruśniaku” to jeden z tych wyjątkowych albumów, w którym tekst (wiersze Leśmiana) idealnie zespolony jest z muzyką, a śpiew Krystyny Jandy i Marka Grechuty, który jako perfekcyjnie dopracowany, można by uznać za doskonałą grę aktorską obojga. Wydaje się, że Grechuta z tą właśnie płytą udowadnia pełne panowanie nad swoim głosem- śpiewa dokładnie tak, jak mu serce podpowiada, wykorzystuje całą paletę barw i odcieni jak jest wymagana do oddania piękna tekstów. Pani Janda jest nie tylko doskonałą aktorką, ale i wokalistką o doskonałym warsztacie. Płyta zmusza do skupienia, poświęcenia uwagi tylko jednemu- wsłuchiwaniu się, a to oznacza, że ma się do czynienia z czymś bardzo wyjątkowym… Płyta- arcydzieło!W notatce od wydawcy można przeczytać, że: „Album ‘Pieśni Marka Grechuty do słów Tadeusz Nowaka’ zawiera fragmenty widowiska ‘Zapach łamanego w rękach chleba’, którego premiera odbyła się w Poznaniu w ramach Wiosny Estradowej 1979 (Marek Grechuta zdobył nagrodę dla najlepszego kompozytora przeglądu). Materiałem literackim stały się tu wiersze Tadeusza Nowaka, najbardziej – po Leśmianie – metafizycznego z polskich poetów. ‘Cudowny język Nowaka’ zachwycił Grechutę już wcześniej, gdy komponował piosenkę ‘Krajobraz z wilgą i ludzie’, znaną z albumu ‘Droga za Widnokres’. Tym razem sięgnął głównie po wiersze z tomików ‘Psalmy’ (1971) i ‘Psalmy nowe’ (1978). Grechuta po raz pierwszy komponował na tak wielki aparat wykonawczy- orkiestra i chór madrygalistów pomogły mu stworzyć brzmienie równie oryginalne, co sama poezja Nowaka. Artysta uważa, że ‘dopiero pracując nad ‘Pieśniami’ pokazał w pełni swoje możliwości kompozytorskie’. W wierszach Nowaka ożywa galeria postaci- staruszek z fajką, kramarz i anioł, wiejski głupek i Magdalena, żebracy, królowie i zbójcy. Dlatego Grechuta zaangażował do projektu innych wykonawców i precyzyjnie rozdzielił pomiędzy nich role. Magda Umer, głos delikatny i liryczny, reprezentuje najbardziej ulotny, duchowy element ‘Pieśni’ (Wody są czyste z ‘zaświatową’ wokalizą Grechuty w zakończeniu). Teresa Haremza jest patetyczna, wręcz wzniosła- jej głos stworzony do śpiewania psalmów (‘Za lasami za wodami’ i ‘W małym miasteczku’). Marian Opania, świetny głos aktorski, wnosi tak niezbędny w poezji Nowaka element ludyczny- czy w recytacji (‘Spił się mój anioł’), czy w pieśni (‘Chcę być Pomylony’). Warto zwrócić uwagę, jak zróżnicowane tło muzyczne przypisał kompozytor każdemu z tych głosów. Sam Grechuta wykonuje utwory o wielkiej rozpiętości stylistycznej. Jest wśród nich senna ballada ‘Bolą mnie nogi’, jest przekorna deklaracja /Nie wiem o trawie’ (jedyny utwór z tego projektu, który przetrwał w jego repertuarze estradowym). ‘Żebrak bo żebrze’ to dzika, ekspresyjna pieśń zbójecka, skontrastowana z liryczną apoteozą brzozy – panny młodej, której białe „bandaże boże” symbolizują bezbronność i niewinność. Zwraca uwagę skala głosu Grechuty, rozpoczynającego utwór basem, by skończyć go w wysokim rejestrze tenoru. Psalm ‘O Magdaleno’ otwiera brawurowo wykonana partia a cappella, a zamyka recytacja fragmentu ‘Autoportretu’ Nowaka, wiersza z tomu ‘Kolędy stręczyciela’ (1962). Jest to utwór o zmieniającej się niemal z taktu na takt płynnej, rozwijającej się formie, ale żadna z zamieszczonych tu kompozycji nie odznacza się tak rozbudowaną strukturą, jak kolęda karczmarza, Pod ubogie niebo. Jest to kompozytorskie arcydzieło Marka Grechuty, utwór, który sam artysta zalicza do swych największych dokonań. Mamy tu całe ‘Pieśni’ w jednej kropelce: ‘90-sekundową operę’, której dynamika i kontrasty aranżacyjne wystarczyłyby do zbudowania monumentalnego dzieła muzycznego. Nigdy wcześniej nie wtopiono tak wielu muzycznych treści w tak miniaturową formę. Tę niezwykłą mozaikę psalmów, ballad i przewrotnych, świeckich kolęd, zamyka – paradoksalnie – psalm dziecinny, ‘Dzieciństwo moje’. Wiersz, tak intymny dla poety, wprowadza element spokoju i łagodności. I koi „odwiecznie jątrzącą się ranę”… Podobnie jak w ‘Szalonej Lokomotywie’ (do tekstu Stanisława Witkiewicza), także w ‘Pieśniach’ harmonia muzyki i słów jest pełna, skończona, absolutna. Jednak poetycki świat Nowaka jest bardziej złożony (przez co bardziej hermetyczny), niż majaczenia i wizje Witkacego. Poezja Nowaka – symboliczna, pełna kontrastów i paradoksów, ale przede wszystkim metafizyczna, unosząca się ponad czasem i obok przestrzeni – znalazła w muzyce Grechuty nie tylko ilustrację, ale… reprezentację. Grechuta osiągnął w ‘Pieśniach’ rzecz zgoła niemożliwą – stworzył ‘wokół’ poezji Nowaka odmienny od wszystkich dotąd znanych, niepowtarzalny muzyczny świat.”Od wydawcy: „Czy można ‘wyśpiewać obraz’? Owszem – chociaż brzmi to paradoksalnie, Marek Grechuta udowodnił, że jest to możliwe. Inspiracją do powstania cyklu nowych pieśni było tym razem… malarstwo. Grechuta lubi obrazy, zwłaszcza impresjonistów. Sam jest zresztą utalentowanym malarzem – swoje prace plastyczne wystawia od dawna. Wybrał więc ulubione obrazy swoich mistrzów i… ożywił je – muzyką i słowami, tworząc w pełni autorski album tematyczny i po raz kolejny zaskakując słuchaczy. ‘Kawiarnia w nocy’ (Van Gogh). Grechuta wciela się tu w postać kloszarda, którego bełkotliwy monolog komentuje tytułową kawiarnię, ale też – w bezbłędnie trafionych obserwacjach – samą twórczość holenderskiego mistrza: ‘widać, że stół stoi trochę twardziej’. W tekście pojawia się również określenie ‘portrecik tej muzyczki’ – autokomentarz odwracający sytuację: czy można ‘namalować muzykę’? ‘Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte’ (Seurat). Autor muzyki i wiersza szuka sposobu na oddanie panującej na obrazie ciszy, dając zarazem wyraz swojej tęsknocie za odmalowaną tu sielanką. W kolejnych ‘śpiewających obrazach’ pojawiają się głosy kobiece – Grechuta zaprosił do współpracy dwie śpiewające aktorki Teatru Starego w Krakowie: Dorotę Pomykałę i Urszulę Kiebzak. „Akrobatka na piłce” (Picasso) to utwór iście „akrobatyczny” i w muzyce i słowach. Natomiast ‘Parasole’ (Renoir) natchnęły Grechutę do wyciągnięcia z odmalowanej sytuacji daleko idących wniosków – deszczyk ujawnia całą gamę tłumionych uczuć! ‘Portret Czechowskiej’ (Modigliani) podsunął pomysł na rozpisanie w formie dialogu sceny w pracowni artysty – zziębnięta modelka fantazjuje niefrasobliwie na temat… aparatu fotograficznego (‘ale to chyba kosztowałoby miliony’).‘Tancerka z bukietem’ (Degas) zawiera wyjątkowo współczesne przesłanie: artystka rewiowa marzy, by przynajmniej raz zrobić coś nie pod publikę. ‘Piruet przed nikim’ to doskonały komentarz ‘medialny’ w czasach, kiedy liczy się tylko ‘oglądalność’. ‘Śniadanie na trawie’ (Manet) zainspirowało Grechutę do odbrązowienia polskiej fascynacji wszystkim co francuskie (kuchnia i moda) i artysta czyni z typową dla siebie ironią, ożywiając przy okazji liczne stereotypy, takie jak żabki i ślimaczki… ‘Pejzaż podwawelski’ (Wyspiański) to silny akcent narodowy. Manifest polskości, zawarty w ostrej krytyce upadku pogrążającego się w brudzie Krakowa, wzbogacony świadomą stylizacją partii fortepianu na styl Chopina. Godne zwieńczenie dzieła. Drugą stronę oryginalnego longplaya otwierała muzyka do inscenizacji teatralnej ‘Otella’ Szekspira, wystawionej w Zamościu z okazji 400-lecia miasta – rodzinnego miasta Grechuty. Po dynamicznym Otwarciu kurtyny pojawia się stylizowany hejnał dworski i krótkie utwory związane z charakterystyką postaci (Opowieść Otella o Desdemonie zdobi kobieca wokaliza i mormorando Grechuty). Pośród radosnych motywów muzycznych – poprzedzających w dramacie zbrodnię – wyróżnia się ‘Pieśń biesiadna Otella’, o iście biesiadnym tekście. Całość wieńczy piękna kompozycja ‘Ostatnia pieśń Desdemony’ z wokalizą Urszuli Kiebzak. Dwie ostatnie piosenki na tej płycie powstały do wierszy Józefa Czechowicza, którego poezja zafascynowała Grechutę już wcześniej (‘Motorek’). ‘Księżyc w rynku’ to kameralna opowieść o mieście (Lublin), które przypominało artyście jego rodzinny Zamość, gdzie on sam widywał ‘Księżyc w rynku’ i mieszkał przy ulicy Grodzkiej. ‘Knajpa’, piosenka ekspresyjna jak sam wiersz, oddaje dekadencki nastrój nocnego życia Polski międzywojennej, świata fałszywego blichtru, gdzie limuzyny i gabinety nie chronią przed poczuciem zagrożenia, albowiem bal rozgrywa się nad przepaścią. ‘Koncert zza ściany’ to utwór instrumentalny, ale nie powstał dla teatru, ani dla kina. Romantyczna muzyka wyrażała sprzeciw artysty przeciwko agresywnym dźwiękom dobiegającym zza ścian naszych domów – także dźwiękom muzyki rockowej, której nowe oblicze sam Grechuta kształtował kilka lat wcześniej z grupą „Wiem”. Magdalena Saługa napisała w streszczeniu pracy licencjackiej wydziału polonistyki UJ [1]: „Plastyczność i malarskość, charakteryzujące lirykę Marka Grechuty, ujawniają się najsilniej w utworach z albumu ‘Śpiewające obrazy’ z 1981 roku i jego reedycji w ramach antologii ‘Świecie nasz’ wydanej w 2001 roku. Malarskość dotyczy nie tylko sposobu obrazowania, wykorzystywania języka, ale również tego, co staje się inspiracją i przedmiotem poezji śpiewanej, a są to dzieła wielkich mistrzów malarstwa. Idea transpozycji dzieła wizualnego na obszar słowno-muzyczny zachęca do powzięcia refleksji dotyczącej ekfrastyczności [2] utworów Grechuty […] Piosenki ‘Patrz, już wszyscy poszli’ oraz ‘Jak namalować tańczącą bolero’, to kompozycje stanowiące punkt wyjścia dla zaprezentowanych w pracy analiz i interpretacji. Kanwą do ich powstania stały się obrazy postimpresjonistów, odpowiednio, ‘Nocna kawiarnia’ Vincenta van Gogha i ‘Marcelle Lender tańcząca bolero w Chilpéric’ Henriego de Toulouse-Lautreca…” Czy coś trzeba dodać (by mocniej skomplikować co chciał uzyskać Grechuta, pisząc teksty do omawianej płyty)? Chyba nie… „Piosenki dla dzieci i rodziców”, album studyjny Marka Grechuty, został wydany przez Markart w 1991 roku. Wykonawcami byli: Marek Grechuta (śpiew, fortepian, pianino Yamaha), Lidia Duda (śpiew), Beata Malczewska (śpiew), Grażyna Trela (śpiew), Edward Lubaszenko (śpiew), Tomek Wertz (śpiew), Krakowski Chórek Dziecięcy „Gama”, Halina Jarczyk (skrzypce), Bogusława Ziegelheim (skrzypce), Andrzej Bosak (wiolonczela), Paweł Ścierański (gitara), Tomasz Lato (kontrabas), Sławomir Berny (perkusja), Stanisław Pawlik (flet). W notatce od wydawcy czytamy: „Piosenki dla dzieci – pisane na przestrzeni lat dla syna, Łukasza – stanowiły ważną część twórczości Marka Grechuty, ale w formie zebranej ukazały się na płycie (była to początkowo kaseta magnetofonowa) dopiero w 1991 roku. Artysta pisał głównie utwory do własnych tekstów, a kiedy sięgał wyjątkowo po wiersze innych autorów, była to klasyka polskiej poezji, niekoniecznie dziecięcej: Brzechwa i Słowacki. To zamiłowanie do poezji, manifestowane przez Marka Grechutę doborem tekstów na ‘dorosłych’ płytach odbiło się więc także w jego twórczości dla najmłodszych. Efektem poetyckich fascynacji Grechuty są piosenki ‘Niechaj mnie Zośka o wiersze nie prosi’ (do jednego z ulubionych wierszy Juliusza Słowackiego) oraz fragmenty widowiska telewizyjnego ‘Kopciuszek’ (w reżyserii Andrzeja Maja – TVP, 1987), opartego po części na wierszach Jana Brzechwy. Większość ulubionych utworów Marka Grechuty dla dzieci powstała jednak do tekstów samego artysty. Natomiast jego związki z dziecięcym teatrem okazały się trwałe. I zaowocowały piosenkami. Większość własnych nagrań dla dzieci Marek Grechuta zrealizował w październiku i listopadzie 1991 roku w studiu krakowskiego Teatru Bagatela. Ale – ‘Kopciuszek’ to tylko jedna z licznych inscenizacji z jego muzyką i piosenkami – artysta wielokrotnie współpracował z Teatrem Telewizji, przy takich przedstawieniach, jak ‘Król i sroka’ (reżyseria Bożena Winnicka – TVP, 1985) czy bodaj najbardziej znanym: ‘Piękne jest królestwo moje’ (TVP, 1995). W tym ostatnim, bajkę muzyczną Marka Grechuty do tekstów Krystyna Wodnickiej wykonują dzieci i młodzież amatorskiego Teatru Filystyn działającego przy Domu Kultury w Bielsku-Białej pod opieką Krystyny Małeckiej. Przedstawienie to zdobyło nagrodę Telewizji Dzieci i Młodzieży, przyznaną w 1995 roku na Puławskich Spotkaniach Lalkarzy. Wróćmy jednak do autorskich piosenek Marka Grechuty dla dzieci. Najciekawsze z nich wydają się te wesołe, humorystyczne, ale prawdziwego mistrza poznajemy po utworach, które łączą elementy zabawy z pierwiastkiem edukacyjnym (jak znana ‘Kołysanka zgadywanka’). Warto zacytować fragmenty piosenki, prowokującej wykonawcę do niemal aktorskiej interpretacji. Grechuta wie, że dzieci mają doskonały ‘wykrywacz autentyzmu’ i nie pozwalają się łatwo oszukać. ‘Już idzie wiosna – z kwiatami pani, kładzie na śniegu z trawy dywanik. Wróbel z wysoka po okolicy szuka pierwszego kłosa pszenicy. Jak się pisze pszenica?’ – tak zaczyna się ta zabawna kołysanka, przy której można sprawdzić u dziecka znajomość ortografii. ‘Wróbel na drzewie moknąć nie lubi, a wiatr mu z liścia parasol zgubił. Jak się pisze zgubił?’ Do ulubionych piosenek Marka Grechuty należy niewątpliwie humorystyczna ballada ‘Jadę pociągiem prawdziwym’: ‘Jedzie pociąg jedzie, wiezie ludzi wiezie, puszcza dymu szare kłęby. Powiedz mi sąsiedzie, dokądże ty jedziesz bo ja do Szklarskiej Poręby…’ Ale jeżeli nawet puszczanie oka do rodziców nie jest najważniejszym kryterium oceny dobrej piosenki dla dzieci, to niewątpliwie bywa nim uniwersalność przekazu. Obie te cechy spełnia trzeci wielki przebój dziecięcy Marka Grechuty, ‘Muszę dziś wykonać plan’. Tutaj znajdujemy wszystko: humor, niewątpliwy walor edukacyjny, ale także czytelny satyryczny podtekst o przekazie wymierzonym w realia świata, w którym powstawały te piosenki. Zastanówmy się jednak, czy tak wiele się od tamtej pory zmieniło? Marek Grechuta ostrzega: Bo ja tego znieść nie mogę Że nie dbacie o przyrodę Z mego okna widok marny Chodnik szary asfalt czarny Stoi słupek zamiast drzewa Nic nie rośnie nie dojrzewa Krasnoludek się zatruje No a kto postawi dwóję? Kto? No kto…” „Serce” to album zarejestrowany w czasie koncertu benefisowego Marka Grechuty. Wystąpili również zaproszonych przez Grechutę artyści: Hanna Banaszak, Ewa Bem, Krzysztof Cugowski, Katarzyna Groniec, Krystyna Janda, Anna Maria Jopek, Ryszard Rynkowski, Grzegorz Turnau, Zbigniew Wodecki, Tadeusz Woźniak, Jacek Wójcicki. Nagrania pochodzą z 1998 roku, ale wydane w 2001 roku przez wytwórnię Pomaton EMI. „Serce” to jeden z piętnastu albumów zestawu „Świecie nasz”. który nie jest reedycją wcześniejszego longplaya czy płyty CD. Jest hołdem złożonym jednemu artyście przez innych, w tym przypadku usłyszymy piosenki Marka Grechuty w wykonaniu kolegów reprezentujących różne pokolenia polskiej estrady. Większą część repertuaru tej płyty wypełniają nagrania z koncertu „Benefis Marka Grechuty” zorganizowanego przez Fundację „Dar Serca” w Sali Kongresowej w Warszawie 14 listopada 1998 roku. Na ten wyjątkowy występ przybyli tłumnie zarówno artyści związani z Markiem Grechutą od początku kariery (jak Jan Kanty Pawluśkiewicz czy Zbigniew Wodecki), jak jego odwieczni sympatycy (np. Tadeusz Woźniak, który brał gościnny udział w nagraniu pierwszego albumu grupy Anawa) oraz młodzi twórcy, zafascynowani tą niezwykłą muzyką sprzed lat- Grzegorz Turnau (twórczość Grechuty miała wpływ na jego własną twórczość, jak przyznał) czy Anna Maria Jopek, utożsamiana wyłącznie ze sceną jazzową, zresztą jak Ewa Bem, która zaprezentowała najbardziej „nieortodoksyjne” interpretacje przebojów Marka Grechuty. Zaproszeni artyści zinterpretowali piosenki Grechuty inaczej niż to co prezentował Grechuta na swoich płytach czy koncertach i do jakich publiczność przywykła, a więc gościnne występy musiały „opór” słuchaczy przełamać by mogły na nowo zachwycić. Przyjaciele wsparli krakowskiego artystę w przypomnianej po ponad trzydziestu latach, piosence- „Tango Anawa”. „’Tango Anawa’ stało się naszą ‘trampoliną’, przebojem i wizytówką zespołu” – tak po latach wspominał Jan Kanty Pawluśkiewicz. „Ja, fanatyczny miłośnik jazzu, zostałem nakłoniony przez Marka, żeby pisać muzykę… do wierszy. Podziwiałem u niego zrozumienie poezji, kiedy mnie bardziej interesowała formalna strona muzyki. Ujawniła się u Marka niekonwencjonalna lekkość śpiewania. I powstał wizerunek: nieruchoma postać, niezwykła muzykalność. Narodził się kanon.” Ten wizerunek- jedynego i niepowtarzalnego, utrudnia dorównania mu. Krystyna Janda przekonywała, że „Marek jest idealnym kompozytorem dla tworzenia muzyki do wierszy i wymarzonym interpretatorem poezji. Nadal jestem w nim zakochana”. Podobnie oceniają osobę Marka Grechuty artyści młodszego pokolenia: Katarzyna Groniec – „To był ktoś, kto odkrył dla mnie poezję. Słuchałam go jako dziewczynka i byłam jedną z tych zakochanych nastolatek…”, Grzegorz Turnau- „Grechuta i Pawluśkiewicz oderwali mnie od Beatlesów, zespołów Queen i Steely Dan. Olśnili mnie swoją ‘Lokomotywą’. Stałem się fanatykiem Grechuty w sensie ścisłym. Zacząłem go naśladować. Doprowadziło to do nieuchronnych decyzji życiowych. Nie żałuję, panie Marku”. Bonusowe nagrania z płyty „Serce” pochodzą z koncertu zorganizowanego w hołdzie Markowi Grechucie w Teatrze Stu w Krakowie, w 1998 roku. „Szalona lokomotywa”, album Marka Grechuty, wydany przez wytwórnię Pronit w 1977 roku (w przypadku zestawu „Świecie nasz” z roku 2005), zawiera fragmenty musicalu o tym samym tytule. Rejestracji dokonano w czerwcu 1977 roku w studio Polskich Nagrań w Warszawie w składzie: Marek Grechuta – śpiew, Maryla Rodowicz – śpiew, Jan Kanty Pawluśkiewicz – fortepian, Piotr Techmański – flet, klarnet, saksofon, Jerzy Wysocki – gitara akustyczna, Janusz Grzywacz – fortepian Fendera, syntezator, Paweł Ścierański – gitara elektryczna, Krzysztof Ścierański – gitara basowa, Marian Bronikowski – perkusja oraz grupa wokalna Alibabki. Od wydawcy [3] dowiadujemy się, że: „Piąty album Marka Grechuty z 1977 roku zawiera fragmenty musicalu „Szalona lokomotywa” w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego, wystawionego w krakowskim Teatrze STU (premiera odbyła się w czerwcu 1977 roku). Pierwszoplanową rolę w „Szalonej Lokomotywie” odgrywa też Maryla Rodowicz” Jak można przeczytać we wkładce do płyty (wydanie CD z 2000 roku): “Któż może być bardziej szalony, niż dwaj kompozytorzy tworzący musical do słów Witkacego? Jednak Marek Grechuta, za namową Jana Kantego Pawluśkiewicza, przystąpił do pracy nad tym przedsięwzięciem i dwaj założyciele zespołu Anawa połączyli siły po kilku latach pracy osobno. ’Szaloną lokomotywę’ otwiera tryptyk składający się na przebój ‘Hop szklankę piwa’. Wychodząc ze słusznego założenia, że po słowach ‘myśl w własne wątpia zapuściła szpony i gryzie siebie w swej własnej otchłani’ nic już słuchacza nie zaskoczy, twórcy przedstawienia serwują kolejną petardę w postaci ‘Przez uczuć najdziwniejsze sploty’. Marek Grechuta staje tu przed wyzwaniem jako wokalista. Śpiewa na różnych poziomach interpretacji, posługując się rozmaitymi środkami wyrazu. Ważną rolę odgrywa na tej płycie Maryla Rodowicz. Jak się okazuje dla niej to także było wyzwanie wokalne. W piosence ‘Z głębiny nocy niepojętej’ musiała zaśpiewać ‘poza skalą’. Jednak od początku była przekonana do tego przedsięwzięcia. W duecie z Markiem można usłyszeń wokalistkę też w “Oto ja – oto on”, “Czy to tu?”.” Warto wspomnieć o wznowieniu płyty na CD, która ukazała się w 2000 roku. Dwa nagrania studyjne poszerzające tę edycję to wczesne wersje piosenek do wierszy Czechowicza i Moczulskiego. W ‘Przemianach (Motorek)’ pojawiają się Alibabki. ‘Ikar’ zagrany został bardziej ostro, surowo i w uboższym składzie instrumentalnym. Warto dodać, że w utworach dodatkowych znalazła się “Guma do żucia”, w którym to zadebiutowała w roli piosenkarki Krystyna Janda. Jej interpretacja została doceniona na Festiwalu w Opolu w 1977 roku, kiedy to artystka zdobyła Nagrodę Dziennikarzy. Zresztą pamiętny rok na tymże festiwalu przyniósł ogromną popularność Markowi Grechucie, kiedy to zdobył I nagrodę i od tego czasu wszyscy śpiewali “Hop – szklankę piwa!”. Dodatkowym rarytasem jest utwór ‘Człowiek spotęgowany człowiekiem’. Nie został on zarejestrowany nigdy w studiu ze względów na istniejącą wtedy cenzurę (twórczość Gombrowicza była zakazana do 1986 roku). Piosenkę w wykonaniu na żywo odnaleziono po latach, dzięki fanom.” „’Szalona Lokomotywa’, szalony krakowski spektakl [4] – pierwszy w Europie Wschodniej musical powstał 27 lat temu w cyrkowym namiocie” – pisze Katarzyna Kachel – „Witkacy nie mógłby sobie wymarzyć lepszego za mieszania. ‘Szalona Lokomotywa’- wielka premiera wędrującego po Europie teatru STU, jedna z ostatnich pod namiotem – wywołała najwięcej burzliwych dyskusji. Spektakl na podstawie tekstów Witkacego miał największą w historii witkiewiczowskich przedstawień prasę i tysiące widzów. ‘W katowickim Spodku mieliśmy pięć kompletów pod rząd’, o czym donosił Dziennik Telewizyjny. ‘Pięć kompletów! Nie starcza mi dziś na to wyobraźni’ – wspomina reżyser Krzysztof Jasiński. – Kto musiałby teraz zagrać, by to powtórzyć? Jasiński nie ma wątpliwości, że ‘Lokomotywa’ była pierwszym polskim musicalem. Musicalem z piękną i szaloną muzyką Grechuty i Pawluśkiewcza, która tak oczarowała Marylę Rodowicz. Od jego premiery, w namiocie cyrkowym przy ulicy Rydla w Krakowie, minęło 27 lat. Ci, którzy tam byli pamiętają to wydarzenie dokładnie. Stuhr tarza się w piachu Rozpisywano się po premierze, że Marek Grechuta grał tak anielsko, że wszystkie starsze panie miały ochotę go schrupać. Był wtedy gwiazdą – w Opolu zdobył właśnie Grand Prix. Maryla Rodowicz chciała być w musicalu tak demoniczna, że kręcąc piruety tratowała i rekwizyty, i ludzi. To był szczyt jej popularności, ludzie zabijali się, by ją zobaczyć. To był także początek jej miłości do Jasińskiego. We wspomnieniach pisała jak między nią a reżyserem iskrzyło. Jerzy Stuhr cały czas wtedy biegał umorusany i ubrudzony od piachu, w którym się tarzał. Narzekał, że nawet się umyć nie było gdzie. Najbardziej mu imponowało to, że śpiewa z Marylą. Było gorąco od plotek i skandali: „Szalona Lokomotywa” Teatru STU wierciła wszystkim dziurę w brzuchu. Jedni pisali, że to cyrk i błazenada, za dużo w tym muzyki i na dodatek nie wiadomo o co chodzi. Inni, że to genialne, ale podejrzanie wesołe, jakby występy futbolowej drużyny. A Krzysztof Jasiński zacierał ręce. Oburzali się na niego specjaliści od kultury i trochę ci od Opola i Sopotu. Pierwszym brakowało politycznej ostrości, drugim przeszkadzał Witkacy. Gadali o tym bez końca, a krakowianie cały czas forsowali ogrodzenie, by dostać się do namiotu, w którym grano ‘Lokomotywę’. Wszyscy chcieli zobaczyć wielkie show: pędzące drezyny, fajerwerki, jeżdżące fortepiany i tę najważniejszą, wąskotorową ciuchcię, która latała na nietoperzowych skrzydłach. Rodowicz wodzi na pokuszenie Marek Grechuta opowiadał pewnemu dziennikarzowi treść ‘Szalonej Lokomotywy’. Rzecz dzieje się w zapadłej miejscowości, gdzie żyje sobie dróżnik Istvan (Jerzy Stuhr / Włodzimierz Jasiński), młodzieniec o artystycznych ambicjach. Matka (Zofia Niwińska / Barbara Kruk-Solecka) opowiada mu legendę o muzyku, który chciał stworzyć najwspanialsze w historii muzyki dzieło – ‘Sonatę Belzebuba’. Zwariował jednak i powiesił się na pasku od spodni. Myślał o tej historii Istvan, myślał, aż pewnego dnia stanął przed nim Belzebub (Marek Grechuta). Obiecał mu spełnienie marzeń twórczych, o ile wyrzeknie się miłości do prostej Rozalki (Halina Wyrodek/Irena Szymczykiewicz). Podsuwa mu za to Hildę (Maryla Rodowicz), ucieleśnienie sztuki. Dróżnik, rozdarty między kobietami i pragnieniami, przeżywa piekło, z którego chce się wyzwolić dusząc Rozalkę. Wszystko to na nic, Istvan nie tworzy bowiem wielkiego dzieła, załamany kładzie więc głowę pod lokomotywę, która lituje się nad nim, unosząc się na skrzydłach w powietrze. Historia może i banalna. Tyle że lokomotywa Jasińskiego była jak ‘Pegaz’: Najmniej rozczarowani byli miłośnicy popularnych piosenkarzy, najbardziej ci, którzy oczekiwali przeżycia metafizycznego. Lokomotywa była prawdziwa – biała, wąskotorowa, miała skrzydła, a ogień buchał jej ze wszystkich rur. Wjeżdżała na scenę z piekielnym gwizdem, fajerwerkami i nieziemską muzyką. A wjeżdżała wzdłuż piersi i między nogami potężnej kobiety, która była głównym elementem scenografii spektaklu. Tego było już za wiele. Dziwaczne maszyny, wielkie wędrujące piersi, łoże, które zamienia się w katafalk, roztańczony fortepian i pękająca maska, zabiły krytykom niezłego ćwieka. I co na to Witkacy? – pytali. Aniołek Grechuta gra szatana Grechuta jakby za słaby, Rodowicz jakby za silna – narzekano. Nie wiadomo co to jest: cyrk, kabaret, operetka? – ‘A to było nieziemskie widowisko’ – wspomina dziś Jerzy Stuhr – ‘Zaczynało się tak pięknie, cicho, tajemniczo. Ja z Haliną romantycznie, intymnie. Potem było szaleństwo, erupcja, fajerwerki. Cyrk. Na arenę wjeżdżały drezyny, bicykle. Grechuta śpiewał „Hop, szklankę piwa”, ja kotłowałem się z Rodowicz na bujanym łożu, a niektórzy manifestacyjnie wychodzili z namiotu. To jest koniec teatru STU, to blamaż, nieporozumienie – krzyczeli’. Krytyka się gryzła. Jednemu za mało było jak na musical muzyki, drugiemu aż nadto, trzeci widział w tym rock-operę, takie coś jakby „Hair”. Jasiński nie ma wątpliwości, że to pierwszy polski musical. – ‘No może nie pierwszy, ale musical’ – zgadza się Maryla Rodowicz. – ‘Gdy usłyszałam muzykę Grechuty i Pawluśkiewicza, piękną i szaloną, wiedziałam, że to będzie wielkie wydarzenie. Nowatorskie i odważne technicznie. Cały czas przecież coś tam wyjeżdżało, zapadało się. Musiałam chodzić po pionowych drabinach, schodzić do podziemi, biegać po tym piasku i cały czas śpiewać’. Świetna była w „Lokomotywie” 70-letnia Zofia Niwińska, pędząca bez żadnych zabezpieczeń po piasku na ‘roweronie’ – szalonej konstrukcji przypominającej trycykl. Niewzruszony był Marek Grechuta, gdy parowóz przecinał mu co rusz kable od mikrofonu. Niezłomni byli technicy, kiedy zmuszali oporną drezynę, by wyjechała na arenę. Wszyscy przeczuwali, że biorą udział w wielkim wydarzeniu. To była rewolucja. Wywołali ją Jan Kanty Pawluśkiewicz i namówiony przez niego Grechuta. Gdy przyszli ze swoją muzyką do Jasińskiego, nie było już odwrotu. A gdy piosenką z musicalu „Hop, szklankę piwa” Grechuta wygrał Opole, wszyscy wiedzieli, że zanosi się na szaleństwo. Tym większe, że teatr STU nie miał odpowiednich pracowni. – Głównym motywem scenografii była leżąca w piasku kobieta, zakopana tak, że wystawała głowa i piersi. Był to taki witkacowski kobieton. Dziś byłby problem z tą głową, na którą zużyto tyle materiału ile na duży dwunastoosobowy jacht- opowiada Jasiński. Głowa ta w trakcie spektaklu rozpadała się z hukiem. To ulubiony moment Maryli Rodowicz. – ‘Pękała, a w środku były białe robaki, baletnice w trykotach’ – mówi. Co dziś stało się z głową i wielkimi piersiami, co się stało z uskrzydloną lokomotywą? Reżyser mówi, że kobieton trafił na śmietnik, lokomotywa poszła na złom, ale jej koła zostawił sobie Jasiński na pamiątkę. Epilog ‘Lokomotywa’ grana była do końca. Do momentu, gdy przestały chodzić kolejki i ludzie nie mieli czym dojechać pod namiot. Był sierpień 80, teatr STU grał na Wybrzeżu. Przedstawienia zostały odwołane, Maryla wsiadła do swojego czerwonego porsche i pojechała zatrąbić pod bramę stoczni. Nigdy już później ‘Szalonej Lokomotywy’ nie zagrano.” „Szalona lokomotywa”, była niesamowitym spektaklem, dziś jest tylko (aż) relacją muzyczną, fragmentem. Grechuta i Pawluśkiewicz stworzyli dzieło brawurowe, wybierając teksty właściwie absurdalne, które trudno było odśpiewać, a dokładniej- tylko wielkiej miary artystom mogło się to udać i się udało. Magiczna to muzyka… Dwóch kompozytorów ją stworzyło- Grechuta i Pawluśkiewicz. Muzyka jest fascynująca, wyśpiewana w sposób, który przykuwa uwagę i zachwyca. Ta płyta jest z tych nielicznych, które zyskują z każdym jej przesłuchaniem… Już tyle lat! Z tekstami Witkacego splątano utwory „obce”: „Motorek” Józefa Czechowicza, „Ikar” Leszka A. Moczulskiego, „Deszcz na jeziorach” Jonasza Kofty i „Człowiek spotęgowany człowiekiem” Witolda Gombrowicza (dwa ostatnie tytuły znalazły się w wersji rozszerzonej z roku 2000). Instrumentaliści: Piotr Techmański (flet, klarnet, saksofon), Jerzy Wysocki (gitara akustyczna), Janusz Grzywacz (fortepian Fendera, syntezator), Paweł Ścierański (gitara elektryczna), Krzysztof Ścierański (gitara basowa) i Marian Bronikowski (perkusja), zapewnili tło muzyczne, które było zinstrumentowane na sposób jazzowy, dzięki czemu (jak mi się wydaje) brzmienie instrumentów elektrycznych łączone z klasycznymi: fortepianem, skrzypcami, klarnetem czy gitarą akustyczną do dziś brzmią zaskakująco nowocześnie. Jeśli się przyjrzeć tekstom Witkacego to okazuje się, że pochodzą one w głównej mierze z jego dramatów, a jeden fragment („Zabij ten lęk”) z powieści „622 upadki Bunga”. Pod względem trudności warsztatowych „Szalona lokomotywa” stawiała przed wokalistami wysoki „płot do przeskoczenia”. Dla Marka Grechuty problemem była skala dynamiki- od szeptu po krzyk. Od Maryli Rodowicz, która uległa fascynacji muzyką i od początku miała poczucie, że bierze udział w czymś ważnym, wymagano nawet zaśpiewania „poza jej skalą”. Użyła techniki falsetowej, uzyskując nietypowy efekt kolorystyczny. Od obojga, muzyka z tekstem, wymagała ciągłej przemiany emocjonalnej podczas interpretowania utworów, a jeśli wyobrazimy sobie, że w czasie spektaklu w Teatrze Stu musieli pokonać te trudności, to trzeba uznać wykonawców za mistrzów. Album- „Jan Kanty Pawluśkiewicz Antologia vol. 3 – Marek Grechuta„, wydany przez Polskie Radio (PRCD 1673) w 2013 roku, zawiera dziewięć archiwalnych utworów nagrywanych przez zespół Anawa dla Polskiego Radia w latach 1968-1970, nigdy wcześniej niepublikowanych: „W dzikie wino zaplątani”, „Serce”, „Dni, których nie znamy” i innych. Większą część- drugą, płyty wypełniły utwory z musicalu „Szalona lokomotywa”, które są materiałem zrealizowanym dla płyty Pronitu / Polskich Nagrań z 1977 roku. „Marek Grechuta i Anawa. Ile razy słyszałem w radiu tę zapowiedź? Milion? Przez pół wieku, pewnie tak. ‘Niepewność’, ‘Nie dokazu’, ‘Dni, których nie znam’ i ‘Świecie nasz’. Piosenki piękne, wzruszające, mądre i prawdziwe. Z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej nieśmiertelne. Teraz, w ramach antologii, w wersjach radiowych i wcześniej nie publikowanych. Tylko czy na pewno wszyscy je znamy? Przybyły nowe pokolenia, dla których Marek Grechuta jest już innym artystą niż dla nas. Im szczególnie polecam pierwszą część płyty. Druga, to ‘Szalona lokomotywa’. Rzecz absolutnie kultowa i to przez wielką literę K. Bez żadnego, powszechnego dziś, nadużycia. Pamiętam ów rok 1977 przez pryzmat szaleństwa, które przetoczyło się przez media i ulice polskich miast. Wszyscy o tym mówili. To była największa atrakcja tamtych wakacji. Wszyscy jechali do Krakowa. Tłumy szturmowały teatr STU. Maryla Rodowicz i Marek Grechuta w musicalu. Sensacja wcześniej nieznana. Plakaty w całym kraju. Radio gra ‘Hop, szklankę piwa’. Było tego tak dużo, że mogło się wydawać, iż w kraju nad Wisłą jest jeden teatr, dwoje artystów i wszyscy jesteśmy zaproszeni. Oczywiste było zatem, że powstaje pokoleniowa legenda.” [Arkadiusz Stegenka, 2018] Album „Jan Kanty Pawluśkiewicz Antologia vol. 1 – Andrzej Zaucha”, wydany przez Agencję Muzyczną Polskiego Radia w 2021 roku, jest pierwszą pozycją serii „Jan Kanty Pawluśkiewicz – Antologia”. Podczas opisywania płyt wyżej demonstrowabych zastanawiałem się, który z polskich wykonawców mógł, nie tyle zastąpić co kontynuować pracę Grechuty w ramach zespołu Anawa. Kto mógłby zblizyć się do zinterpretowania utworów w sposób charakterystyczny dla Grechuty i to tak żeby słuchacze nie odczuwali dyskomfortu podczas słuchania znanych przebojów w nowym wykonaniu? Mam wrażenie, że takim wyjątkowym artystą był Andrzej Zaucha… Przesłuchanie płyty „Anawa” (lub tej właśnie omawianej) może o tym przekonać. Andrzej Zaucha dysponował barwą głosu nadającą się idealnie do przekazywania treści poważnych, mógł też sprawnie radzić sobie z jazzowymi harmoniami. Potrafił swoim głosem wydobywać emocje ukryte w dziele muzycznym. Jego możliwości wokalne i różnorodność repertuaru budziły podziw, tym bardziej, że był muzycznym samoukiem. „Jeśli chodzi o estradę, to Andrzej wszystko potrafił. Był, można powiedzieć, showmanem w hollywoodzkim stylu. Poruszał się z łatwością w każdym gatunku muzycznym, frazował jak jazzman, a skalą głosu mógł wpędzić w kompleksy niejednego śpiewaka operowego” – wspominał Andrzej Sikorowski (wokalista i gitarzysta grupy Pod Budą). Wydawnictwo „Jan Kanty Pawluśkiewicz Antologia vol. 1 – Andrzej Zaucha”, składa się z 16 utworów. 11 z nich pochodzi z płyty „Anawa” nagranej w 1973 roku (tytuł mylący, bo pierwszy LP Marka Grechuty i zespołu Anawa z roku 1970 również miał ten tytuł). Kolejne pięć to archiwalia- kilka nieoficjalnych wersji utworów zespołu, nagranych dla Polskiego Radia w latach 1972 i 1973. „Anawa” ma formę koncept albumu. Jan Kanty Pawluśkiewicz, zauroczony jazzem i awangardowym nurtem rockowym zmienił brzmienie zespołu na bliższe tym nurtom i słychać wpływy największych światowych progresywnych grup tego okresu. Najsilniejszym walorem płyty jest aspekt treściowy zawarty w tekstach. Utwory są majestatyczne, z istotną rolą sekcji smyczkowej i chóru. Istotne znaczenie mają filozoficzne teksty Leszka Moczulskiego i Ryszarda Krynickiego. W piosence „Człowiek Miarą Wszechrzeczy” usłyszeć można także fragment „Eposu o Gilgameszu”, a w „Będąc Człowiekiem” dwie strofy autorstwa Giordano Bruno. Omawiana płyta to niezwykle urozmaicona forma z tzw. „ambicjami” z zachowaniem zgodności sfery lirycznej z adekwatnie jej odpowiadającą kompozycją instrumentalną. Materiał zgromadzony na płycie to nadal album stylistycznie pokrewny poezji śpiewanej, a więc wokaliści, a jest ich dwóch, tym bardziej zwracają na siebie uwagę. O Andrzeju Zausze wspominałem a o Zbigniewie Frankowskim jeszcze nie… Bo najchętniej nie wspominałbym o jego udziale, bowiem jest w każdym aspekcie różny od Zauchy, a przede wszystkim w warstwie brzmieniowej. Warsztatowe możliwosci Frankowskiego są dużo skromniejsze- w wyższym rejestrze „źle się czuje”, a to w przypadku nowej formuły jaką zespół Pawluskiewicza przyjął za swoją było poważnym ograniczeniem. Pewne braki warsztatu wokalnego w niektórych piosenkach przeszkadzały, a w niektórych nie były one widoczne… Ale i tak, mimo pewnych minusów, album „Anawa” jest powszechnie uważany za szczytowe osiągnięcie tego zespołu. Największa w tym zasługa Pawluśkiewicza, który w sferze kompozytorskiej i aranżacyjnej dosięgnął ideału, albo prawie ideału. Różnorodność muzycznych rozwiązań, przebojowość utworów przy jednoczesnych awangardowych inklinacjach muzyków były na początku lat 70. bardzo chętnie słuchane, o wiele mniej krytycznie niż dziś. Fani znajdą na tej płycie na pewno coś dla siebie- niekoniecznie wszystko się spodoba, ale… Wśród utworów znajdą te dla siebie- perły po prostu! Należy być wdzięcznym Polskiemu Radiu, że zdecydowało przypomnieć ten album, rozszerzając oryginalne nagrania o parę ciekawostek. Może zdarzyć się tak, że dzięki pojawieniu się albumu „Jan Kanty Pawluśkiewicz Antologia vol. 1- Andrzej Zaucha” zespół Anawa przestanie być utożsamiana wyłącznie z Markiem Grechutą. Ta zapomniana płyta, mimo upływu prawie 50 lat od jej pierwszego wydania wciąż zaciekawia, a nawet fascynuje. Dla dopełnienia obrazu Marka Grechuty– wokalisty, kompozytora i poety, dobrze jest o nim przeczytać to co zebrał na 237. stronach biografii artysty Wojciech Majewski: „Marek Grechuta. Portret artysty”, książka o twardej oprawie, wydana przez Znak w 2006 roku. „Marek Grechuta. Portret artysty” to pierwsza książka o jednym z najważniejszych polskich artystów- Marku Grechucie i jego twórczości, a napisał ją znakomity muzyk jazzowy- Wojciech Majewski. To nie tylko rys biograficzny artysty, bo autor podjął też próbę opisania fenomenu jego twórczości. Muzyczna wiedza i doświadczenie autora pozwoliły wynieść z rozmów z samym Markiem Grechutą wszystko co mogło posłużyć swoistemu przewodnikowi po twórczości krakowskiego artysty. Książka zawiera liczne fotografie, po raz pierwszy publikowane obrazy Marka Grechuty i płytę z zapisem występów na festiwalach w Krakowie i Opolu. Autor potrafił namówić artystów takich jak: Jan Kanty Pawluśkiewicz, Krystyna Janda czy Grzegorz Turnau, do zwierzeń na temat swojej znajomości z Grechutą. Autor ogranicza się tylko do najważniejszych faktów biograficznych, żadnych plotek, żadnych wypełniaczy… Książka skupia się przede wszystkim na twórczości Grechuty. Większa część książki (bo czy można nazwać ją biografią? Może tak, a może nie) przeznaczona jest głównie dla fanów artysty, a gdy w tle odtwarzane są nagrania z boxu „Świecie nasz” (a więc prawie kompletną dyskografię) to obraz wielkiego polskiego artysty staje się właściwie pełny. [1] Z dorobku naukowego i dydaktycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego (w tej pracy, w oparciu o teoretyczne uwagi sformułowane przez badaczy zajmujących się zjawiskiem ekfrazy w literaturze i muzyce, zostały ukazane strategie, poprzez wykorzystanie których Grechuta-poeta i Grechuta-kompozytor mierzy się z próbą ekfrazy) [2] Ekfraza– wiersz inspirowany lub stymulowany dziełem sztuki [3] Informację zaczerpnięto z opisów Pana Daniela Wyszogrodzkiego, znawcy i miłośnika twórczości Marka Grechuty. [4] Z artykułu Pani Katarzyny Kachel– „Szaloną lokomotywą w szalone lata siedemdziesiąte”, zamieszczonego w serwisie:
Kobiecy folk rock był i jest mocno reprezentowany, a ich dzieła bywają znakomite, które trudno zlekceważyć (nie sadzę żeby ktoś się odważy) przeglądając historię rocka. Muzyka Conchy Buiki hiszpańskiej śpiewaczki i kompozytorki, występującej jako Buika. jest mieszaniną flamenco, soulu i jazzu. Jej rodzina pochodzi z Gwinei Równikowej. Dorastała w społeczności cygańskiej na Majorce. W 2009 roku Bulka i kubański pianista Chucho Valdés wydali to studyjny album „El Último Trago”, który został wyprodukowany przez Javiera Limóna. Płyta, nagrana w Abdala Studios (Kuba) i Casa Limón Studios należących do Melisy Nani i Salomé Limón, była dystrybuowana przez Warner Music Spain. Javier Limón opisuje koncepcję albumu jako połączenie afro-kubańskiego jazzu Chucho Valdésa z piosenkarką Buiką reprezentującą afro-flamenco Jazz. „El Último Trago” to czwarty album Conchy Buiki, w którym powraca do piosenek rozsławionych przez ulubioną meksykańską divę, Chavelę Vargas, głównie opartych na powolnym, romantycznym bolero i stylu cha-cha. Valdés jest stylowym akompaniatorem, którego płynna gra jest idealnym tłem, dla pięknego, choć ochrypłego głosu Buiki. Michael G. Nastos w swojej recenzji dla AllMusic stwierdził: „Połączenie afro-majorkańskiej wokalistki Conchy Buiki i afro-kubańskiego pianisty Chucho Valdésa najwyraźniej zbliżało się od dawna. Ale są tu razem na tym cudownym nagraniu, na którym znajdują się piosenki wielu różnych kompozytorów, w kilku duetach lub z towarzyszeniem zespołu Valdésa. El Ultimo Trago – przetłumaczone jako ‘Ostatni napój’ – jest hołdem dla meksykańskiej piosenkarki Chaveli Vargas, która miała duży wpływ na Buikę. Bulka jest namiętną piosenkarką o mrocznym, lekko chropowatym głosie, ale z pewnością potrafi wyśpiewać piosenkę jak świetna piosenkarka bluesowa lub współczesna Césaria Evora z Wysp Zielonego Przylądka. Pochodząc z krainy flamenco, muzyka ta zachowuje synowskie walory muzyki afro-kubańskiej, w dużej mierze dzięki fachowej wiedzy, jaką Valdés wnosi do muzycznych aranżacji, niekoniecznie do treści lirycznych. Wyrażenia te wywodzą się z romantycznego kontekstu, opowiadając o lekcjach życia śpiewanych po hiszpańsku, przeważnie zwięzłych i na temat, dopracowanych przez legendarnego pianistę, który jak zwykle nie może zrobić nic złego. Konsystencja tych nagrań od utworu do utworu odzwierciedla romantyczne wyobrażenia tych wielkich muzyków, od powolnej, dusznej formy cha-cha ‘Soledad’ i ‘Sombras’, po lekkiego ‘Cruz de Olvido’ ze wspaniałym, królewskim, tradycyjnym graniem na fortepianie Valdésa, ‘Se Me Hizo Facil’, gdzie śpiew Buiki jest momentami żywiołowy, czy bolero ‘Somos’ z dźwięczącymi akordami pianisty. Szybki rytm ‘El Andariego’ skłania bardziej ożywioną Buikę i Valdésa do wskoczenia na most montuno, a bardzo żywy ‘Luz de Luna’ jest popychany przez umiejętną grę na trąbce Carlosa Sarduya. Basista Lazaro Rivero Alarcón, perkusiści Yaroldy Abreu Robles i Juan Carlos Rojas Catro przedstawili kilka utworów, podczas gdy Buika i Valdés idą sami do pełnego pasji ‘Las Cuidades’, krótkiego, oryginalnego, klasycznego walca „En El Ultimo Trago”. rozkołysanego ‘Las Simplas Cosas’, który jest podobny do melodii ‘Besame Mucho’ lub delikatnego ‘Vamonos’. Najwyraźniej istnieje tu chemia, cudownie egzotyczna, z Buiką jako świecącą gwiazdą, którą należy odkryć i w pełni oświetlić przez kolorowego technika reflektorów- Valdésa. Jest mało prawdopodobne, że znajdziesz lepsze połączenie niesamowitej piosenkarki i akompaniatora gdziekolwiek indziej, bez względu na rodzaj muzyki, ale jeśli lubisz klasyczną latynoską piosenkę wykonywaną z każdymi dostępnymi emocjami, to temu nagraniu nie sposób się oprzeć.” „Whatever’s for Us” to debiutancki album brytyjskiej piosenkarki i autorki tekstów Joan Armatrading. Album powstał dzięki współpracy Armatrading z piosenkarką i autorką tekstów Pam Nestor. W tym czasie oboje byli partnerami muzycznymi i napisali razem ponad sto piosenek. Armatrading śpiewa oraz gra na pianinie i gitarze akustycznej, podczas gdy Nestor była współautorką większości piosenek. Album „Whatever’s for Us” został nagrany w Château d’Hérouville (Francja), Trident Studios i Marquee Studio (Londyn), a wydany został w listopadzie 1972 roku przez Cube (UK) lub A&M (USA). Album „Whatever’s for Us” [1] to jedyny album nagrany przez Joan Armatrading i Pam Nestor, a także pierwszy nagrany przykład gry i śpiewu Armatrading, poza taśmami demo. Cube Records wydało album jako przedsięwzięcie Joan Armatrading i nie przypisało zasług Nestor, co spowodowało trudności między dwiema autorkami. Armatrading postanowiła uwolnić się od zobowiązań wobec Cube i w krótkim czasie podpisała kontrakt z A&M Records. Wytwórnia Cube nie przetrwała zbyt długo i założona w połowie lat 70. została wchłonięta przez Electric Records. „Whatever’s for Us” ma ślady hipisowskiego etosu, który był żywy w tamtych czasach. Wiele piosenek jest inspirowanych muzyką folkową. Przednia okładka, zaprojektowana i narysowana przez artystkę Sumiko (obecnie znaną jako Sumiko Davies) przedstawia idylliczną wielorasową scenę pasterską, z długimi włosami, wzorzystymi spódnicami, kwiatami i psychodelik kolorystyczną. Zawiera również rysunki Pam Nestor i Joan Armatrading, na których Armatrading trzyma maskotkę Świętego Mikołaja podarowaną jej przez Nestor. Dema do albumu zostały nagrane wcześniej w 1972 roku przez Gusa Dudgeona w Marquee Studios, z Larrym Steele na basie, Calebem Quaye na gitarze i Rogerem Pope na perkusji. Mówi się, że „It Could Have Been Better” była jedną z ulubionych piosenek Eltona Johna w tamtym czasie. Piosenka została wykorzystana w filmie Kill List w 2011 roku, a w lutym 2012 została również zagrana jako część pokazu mody Burberry Prorsum Women’s Wear Jesień/Zima 2012 w Londynie. Piosenka została również doceniona przez nadawcę i pisarza Paula Gambaccini, który określa ją jako „wybitną” i „piękną”. Zauważa również, że w momencie wydania albumu: „krytycy byli zachwyceni jej (Armatrading) umiejętnościami kompozytorskimi i wokalnymi„. „Visionary Mountains” został później przerobiony przez Earth Band Manfreda Manna na albumie „Nightingales & Bombers” w 1975 roku. „My Family” był relacjonowany przez nowojorską grupę rockową i kolektyw artystyczny/performance MEN w 2011 roku. Został również wykorzystany w serialu BBC Radio 4 w 2011 roku. „City Girl” została napisana przez Armatrading o Pam Nestor. Piosenka „All The King’s Gardens” przyciągnęła uwagę Gusa Dudgeona, gdy przeglądał taśmy demo. Tytuł zaintrygował go, ponieważ był to adres, pod którym mieszkał w tym czasie w West Hampstead. Armatrading zobaczyła tabliczkę z autobusu i poprosiła Nestor o napisanie tekstu pod tym tytułem, co też zrobiła. „Head of the Table” to piosenka o związkach międzyrasowych, oparta na doświadczeniach Nestor z rodziną jej białego chłopaka, którego wtedy miała. Album „Sandy” w wykonaniu Sandy Denny, nagrany w listopadzie 1971 i maju 1972 w Studio Sound Techniques (Londyn) i Island Studios (Londyn), został wydany we wrześniu 1972 przez Island Records (Wielka Brytania) / A&M (USA) Sesje do płyty „Sandy” [2], drugiego solowego albumu Sandy Denny, były zapoczątkowane sesjami demonstracyjnymi w wtedy nowo wybudowanym Manor Studio w Oxfordshire, pierwszym studiu należącym do wytwórni Virgin Richarda Bransona. To tutaj Denny wraz z rówieśnikami nagrała jednorazowy projekt „The Bunch”, zbiór standardów z epoki rock and rolla wydany pod tytułem „Rock On”. Ta kolekcja oznaczona Trevorem Lucasem zadebiutował jako producent dla Island Records i przejął stery Sandy; album został ponownie opracowany przez Johna Wooda. Sesje w studiu Manor zaowocowały surowymi wersjami „Sweet Rosemary”, „The Lady”, „The Music Weaver”, „Listen Listen”, „For Nobody to Hear” i „Bushes and Briars”. Kolejne utwory zostały rozpoczęte, ale nie zostały ukończone: cover piosenki koleżanki folkowej Anne Briggs „Go Your Own Way My Love” i kolejny oryginalny Denny „After Halloween”, który został przerobiony trzy lata później przez Fairport Convention w albumie „Rising for the Moon”. Wszystkie utwory z albumu „Sandy” zostały ukończone w studiach Sound Techniques i Island w około pięciu sesjach od końca kwietnia do końca maja, podczas których dodano aranżacje smyczkowe Harry’ego Robinsona i nagrano dwie kolejne kompozycje Denny: „It Suits Me Well” i „It’ll Take A Long Time”, Cover (obecnie wszechobecny cover Boba Dylana) „Tomorrow Is a Long Time” dopełniła LP. Aranżacja instrumentów dętych Allena Toussainta w „For Nobody To Hear” została nagrana w Deep South Studio w Baton Rouge w stanie Luizjana. Wśród muzyków gościnnych są koledzy z Fairport Convention: Richard Thompson i Dave Swarbrick, a także Sneaky Pete Kleinow (sławny Flying Burrito Brothers) na gitarze stalowej oraz przyjaciółka i koleżanka Linda Thompson w chórkach. Album został pierwotnie wydany w okładce typu gatefold, na której przedniej stronie znajdowała się fotografia autorstwa Davida Baileya, która określiła publiczny wizerunek Denny. Otwarcie okładki LP, ukazują teksty piosenek napisane ręcznie przez samą Denny i otoczone girlandami kwiatów narysowanymi przez siostrę Trevora Lucasa- ilustratorkę Marion Appleton. Tylna część okładki zawierała listę utworów i napisy końcowe. Wielu uważa płytę „Sandy” za najlepszy solowy album Sandy, bo po prostu zawiera mnóstwo pięknych piosenek, które pokazują różne oblicza jej talentów jak żadna z jej płyt. Recenzent AllMusic- Brett Hartenbach, napisał: „Druga solowa propozycja Sandy Denny po Fairport, wyprodukowana przez jej przyszłego męża Trevora Lucasa, jest piękną mieszanką tradycyjnego stylu, z którym jest najczęściej kojarzona i nieco bogatszego brzmienia, które stało się bardziej powszechne w jej późniejszych pracach. Lucas doskonale równoważy te dwa elementy i tworzy wspaniałe tło dla wspaniałych piosenek i majestatycznego głosu Denny. Prawie każdy utwór ma blask i ponadczasowość jej najlepszej pracy z Fairport, a także dostępność, o której wcześniej tylko wspomniała. ‘Listen, Listen’ ze wzniosłym chórem i skcją smyczków i mandoliny, urocza ‘The Lady’, ‘Quiet Joys of Brotherhood’ (z zapadającym w pamięć solową kodą na skrzypce Dave’a Swarbricka) są doskonałymi przykładami ogromnych talentów Denny’ego i tylko kilkoma z wielu przyjemności, jakie można tu znaleźć. Akcenty takie jak bujne smyczki, aranżacja rogu Allena Toussainta w ‘For Nobody to Hear’, stalowa gitara Sneaky Pete Kleinowa oraz gitara i mandolina byłego partnera Fairport Richarda Thompsona wydobywają wiele wymiarów w muzyce Denny, nie zaciemniając jej. Sandy może się pochwalić również swoją najlepszą kolekcją oryginalnych materiałów, a także wspaniałymi coverami ‘Tomorrow Is a Long Time’ Dylana z udziałem Lindy Thompson Petersna chórkach i wspomnianym ‘Quiet Joys of Brotherhood’. Jeśli szukasz po prostu szybkiego wprowadzenia do wspaniałego autora piosenek i jednego z najlepszych głosów w muzyce popularnej, wybierz jednopłytową kolekcję best-of, ale jeśli chcesz usłyszeć ostateczne (solowe) oświadczenie Sandy Denny, wyszukaj ‘Sandy’” „Diamonds & Rust” to album studyjny autorstwa Joan Baez, nagrany w stycznie 1975 roku w Studio A&M (Hollywood), Studio Wally’ego Heidera 3 (Hollywood) oraz Cecil i Margouleff, został wydany w kwietniu 1975 przez A&M Records. Płytę wyprodukowali David Kershenbaum i Joan Baez. „Diamonds & Rust”, osiemnasty album Joan Baez, zawiera utwory napisane lub grane przez Boba Dylana, Stevie Wondera, The Allman Brothers, Jacksona Browne’a i Johna Prine’a, ale też szereg autorskich kompozycji, w tym utwór tytułowy- charakterystyczną piosenkę napisaną o Bobie Dylanie, którą covero’wali różni inni artyści. Na coverze „Simple Twist of Fate” Dylana w jednym wersecie Baez próbuje wcielić się w kompozytora tej piosenki. Według wielu to jeden z najważniejszych albumów w karierze Baez, który sprawił, że autorka tekstów obnażyła swoje „ja” w wielu sprawach dotyczących jej życia osobistego (np. w „Diamonds & Rust” i „Winds of the Old Days”, które dotyczyły jej związku z Bobem Dylanem). Krytyk magazynu AllMusic- William Ruhlmann, napisał: „Gdy wojna w Wietnamie dobiegła końca, Joan Baez, która jedną stronę swojego ostatniego albumu poświęciła swojej podróży do Hanoi, wydała rodzaj komercyjnego albumu, jakiego A&M Records musiało sobie życzyć, podpisując z nią kontrakt trzy lata wcześniej. Ale zrobiła to na własnych warunkach, tworząc sesyjny zespół weteranów współczesnego jazzu, takich jak Larry Carlton, Wilton Felder i Joe Sample, i łącząc mądry wybór z twórczości obecnych piosenkarzy i autorów piosenek, takich jak Jackson Browne i John Prine, z popem. coverami Stevie Wondera i Allman Brothers Band oraz niezwykle wysokim dorobkiem jej własnego pisarstwa. A&M, bez wątpienia wspominając sukces jej Doveru ‘The Night They Drove Old Dixie Down’ zespołu wydała na singlu swoją wersję ‘Blue Sky’ Allman’ów, która znalazła się w połowie drogi na listach przebojów. Ale prawdziwym hitem był utwór tytułowy, samodzielnie napisane arcydzieło na ulubiony temat piosenkarki, jej związku z Bobem Dylanem. Prześcigając obecną liczbę wyznaniowych piosenkarzy i autorów piosenek w obnażaniu duszy, Baez śpiewała dla Dylana, wspominając swój romans z lat 60. z nim intensywnie, czule i bez sentymentów. To był jej najwspanialszy moment jako autorki piosenek i jeden z jej najlepszych występów […[. Ale ci, którzy kupili płytę dla „Diamonds & Rust”, usłyszeli również „Winds of the Old Days”, w którym Baez wybaczyła Dylanowi porzucenie ruchu protestacyjnego, a także jazzowy „Children and All That Jazz”, zachwycająca piosenka o macierzyństwie i bezsłowny wokal „Dida”, duetu z Joni Mitchell w towarzystwie zespołu Mitchell, Toma Scotta i LA Express. Utwory cover’owe były zazwyczaj skończone, co czyni ten album najmocniejszym albumem w post-folkowej karierze Baez”. Kompilacja „Colors of the Day: The Best of” Judy Collins, została wydana w maju 1972 roku przez wytwórnię Elektra. Wydanie tzw. „złote” wytwórni DCC (DCC Compact Classics – GZS-1130) przeznaczono do sprzedaży 1998 roku. Album wyprodukowany przez Marka Abramsona z Elektra Records i zawiera 12 utworów, w tym cover przeboju Joni Mitchell- „Boy Sides Now”, który znalazł się w pierwszej czterdziestce USA. Album otrzymał złoty status RIAA w 1974 roku, później uzyskał status platyny w 1997 roku, po sprzedaży 1000000 egzemplarzy. „Colors of the Day: The Best of” to najlepszy album wydany przez Judy Collins bo zawiera jej wiele znakomitych utworów, jak: „Someday Soon”, który ma znakomitą linię melodyczną w stylu country, „Suzanne” Leonarda Cohena, cover „In My Life” Beatlesów itp. Warto również wspomnieć o osiągnięciu wysokiej miary- „Amazing Grace”, pieśni gospel którą Collins rozpowszechniła na całym świecie. Matthew Greenwald z AllMusic potwierdza powszechną opinię o tej kompilacji: „Znakomita kolekcja jednych z najlepszych utworów z wczesnych albumów Elektry Judy Collins, Colours of the Day, zarówno zabawi, jak i sprawi, że będziesz chciał więcej. Pięknie zaprogramowany (zaczyna ją znakomity hit country-pop „Someday Soon”, klasyk Iana Tysona), to jest pani Collins w najlepszym wydaniu. Wcześniejsze eksploracje folk-popu (‘Both Sides Now’), folku brytyjskiego (‘Sunny Goodge Street’, ‘In My Life’) i gospel (‘Amazing Grace’) wyraźnie pokazują jej eklektyzm. Niektóre z najlepszych momentów na płycie pochodzą z jej znakomitego albumu Who Knows Where the Time Goes z 1968 roku (takiego jak tytułowy utwór z tego albumu i wspomniany ‘Someday Soon’). Ta antologia przenosi kolekcję ‘best of’ do nowej formy sztuki.” Pod koniec lat 90. powstało 4-kanałowe źródło wielodźwiękowe (wykorzystane przez firmę DCC), co wg słuchaczy dało możliwość dźwiękowi rozprzestrzenia się, większej separacji dźwięków, a poza tym jakość głosu jest cudowna, który rozbrzmiewa w całym pomieszczeniu, w jakim artystka śpiewa, Album- „Elemental”, Loreeny McKennitt, nagrano w studio Elora Sound, wydany został w 1985 roku przez wytwórnię Quinlan Road Debiutanckie nagranie Loreeny McKennitt i inauguracyjne wydawnictwo Quinlan Road (według: ), „Elemental”, ukazuje pierwsze wejście artystki w świat muzyki celtyckiej. Podobnie jak wszystkie jej kolejne nagrania, ten album został wyprodukowany samodzielnie przez artystkę. „Historia celtycka stałaby się moją twórczą trampoliną”, wspomina Loreena o rosnącej fascynacji tym tematem. „Muzycznie poznałam i zainspirowałam się wieloma grupami i artystami, od tych, którzy autentycznie odtwarzają jej tradycyjne formy, po tych, którzy, jak Alan Stivell z Bretanii, starają się ukształtować je w coś nowego i innowacyjnego”. W momencie powstania tego nagrania zaangażowanie kompozytorki w film i teatr odegrało istotną rolę w eklektyzmie prezentowanego materiału. Dziewięć utworów „Elemental” prezentuje talenty McKennitt jako wokalistki i harfistki dzięki świeżym i zapadającym w pamięć aranżacjom tradycyjnych ulubionych utworów oraz oprawom muzycznym wierszy Yeatsa i Blake’a. Wśród zaproszonych gości są znany aktor i muzyk ludowy Cedric Smith oraz ceniony aktor szekspirowski Douglas Campbell. Artystka tak wspomina czas nagrań: „W 1985 roku stworzyłam to, moje pierwsze nagranie, w studiu znajdującym się w stodole w południowym Ontario. Pamiętam, jak spędziłem wspaniały tydzień w lipcu, wstając każdego ranka na farmie, chodząc do stodoły i śledząc pieśni, spoglądając na pola słoneczników. Piosenki na tym nagraniu odzwierciedlają moje rosnące zainteresowanie tradycyjną muzyką irlandzką oraz moje zaangażowanie w teatr i film. Rzeczywiście namówiłam kilku moich kolegów z tych dziedzin, aby dołączyli do mnie w kilku utworach na tym nagraniu. Jak wielu na całym świecie, pociągała mnie zaraźliwa natura muzyki celtyckiej. Po zapoznaniu się z tym tematem około 1978 roku, chciałem dalej ją odkrywać… jego historię, jego kulturę, jego ludzi. Kilka razy podróżowałam do Anglii i Irlandii, wzięłam też kurs historii Irlandii, zanim nabrałam odwagi, by zrobić własne muzyczne dzieło. Później, w 1991 roku, pojechałam do Wenecji, aby wziąć udział w największej jak dotąd wystawie celtyckich artefaktów i w rezultacie ten 2500-letni odcinek historii celtyckiej stał się moją twórczą trampoliną. Od tego momentu wyruszyłam na własne muzyczne poszukiwania, a tym samym to – wraz z kolejnymi nagraniami – stałoby się świadectwem czasów odkryć i samokształcenia; niejako ślady na piasku. Nie ma mapy ani miejsca docelowego. Podróż napędzała nienasycona ciekawość i pasja do muzyki, ludzi i historii. Tylko podróż. Mam nadzieję, że spodoba się również jego przyjmowanie. ” (Loreena McKennitt 2004) Recenzja Jamesa Christophera Mongera z AllMusic mówiła: „Loreena McKennitt nagrała swój debiut w 1985 roku na farmie w południowym Ontario, w duszpasterskiej scenerii, która nasyca każdą nutę Elemental atmosferą i rustykalną prostotą. To, co od razu uderza, to w pełni urzeczywistniony głos kanadyjskiej harfistki. Większość artystów szlifuje swoje umiejętności latami, a fakt, że McKennitt przynosi na stół prawie ukończoną wersję podczas pierwszego występu, jest nie tylko godny uwagi, ale i odkrywczy. McKennitt prezentuje równomiernie rozprowadzoną mieszankę new age i współczesnego celtyckiego nurtu, przywołującego twórczość Enyi, Clannada i Capercaille’a, adaptując słowa Yeatsa (‘Stolen Child’) i Blake’a (‘Lullaby’) równie łatwo, jak przerabia tradycyjne pieśni ludowe jak ’The Blacksmith’ czy ‘Banks of Claudy’.” Album „Solitude standing„, w wykonaniu Suzanne Vegi, nagrany we wrześniu 1986 i styczniu 1987 w Bearsville (Woodstock) RPM (Nowy Jork), Carnegie Hill (Nowy Jork), A&M (Hollywood) i RPM Sound (Nowy Jork), został wydany 1 kwietnia 1987 roku przez A&M Records. Na fotografii wersja z cyklu Collectors Edition wydana przez Culture Factory w czerwcu 2014 roku. „Solitude Standing” drugi studyjny album Suzanne Vegi, jest najbardziej udanym komercyjnie i docenionym przez krytyków album Vegi, który uzyskał status platynowej płyty w USA i osiągnął 11 miejsce na liście Billboard 200 . W 2012 roku, z okazji 25-lecia wydania płyty, Vega zagrała cztery koncerty okolicznościowe, podczas których płyta została wykonana w całości. Pierwsza odbyła się 28 lipca na Copley Square w Bostonie; drugie i trzecie odbyły się 9 października w City Winery na Hudson Square w Nowym Jorku (od 19:00 do 22:00); a czwarty w londyńskim Barbican Theatre 16 października. Limitowana edycja dwupłytowa, zatytułowana „Solitude Standing: Live at the Barbican”, została wyprodukowana przez Concert Live i udostępniona do zakupu natychmiast po ostatnim koncercie, a także w Internecie. Johnny Black z Hi-Fi News wyraził taką opinię: „Niezwykły sukces jej singla ‘Luka’ z 1987 roku sprawił, że piosenkarka znalazła się w centrum uwagi, pozostawiając album w jego cieniu. Jednak ta delikatna mieszanka ostro obserwowanych historii opowiedzianych ze skromnym wokalem jest tak kultowa, jak się tylko da. Niespodziewany sukces debiutanckiego albumu Suzanne Vegi z 1985 roku wywarł na niej silną presję ze strony swojego menedżera, Rona Fiersteina, by nagrała jego kontynuację. Wydany w 1987 roku album „Solitude Standing” przyniósł jej międzynarodowy status multiplatynowej płyty, ustanawiając Vegę czołową piosenkarką i autorką tekstów epoki. „Z dochodów z mojego pierwszego albumu kupiłam dom na Cape Cod” – wyjawiła – „i zdecydowaliśmy się zrobić coś, co nazywa się zrzucaniem drewna. Mieszkaliśmy w tym domu wszyscy razem z moim zespołem, ćwiczyliśmy w piwnicy i w ten sposób powstały niektóre piosenki”. Pisząc piosenki od najmłodszych lat, Vega miała spore zaległości w nienagranym materiale, z którego mogła czerpać, w tym „Gypsy” z końca lat 70., „Tom’s Diner” z 1981 roku i „Luka” z 1984 roku. wystrzeliłby ją do poziomu sławy, który uważała za nieco niewygodny. „Byłam zdezorientowana, bo „Luka” był hitem i nigdy się nie spodziewałam, że nim będzie. Stałam się popularna… Więc to mnie zdezorientowało. Czy jestem pop, czy jestem folk?”. Popularna „Luka” to wstrząsająca opowieść o maltretowanym chłopcu, którego, co zrozumiałe, nigdy nie wyobrażała sobie jako potencjalne nagranie singlowe. Rzeczywiście, sprowokował kłótnię między Vegą a Ronaldem K. Fiersteinem (producentem wykonawczym). Ron zapytał: „Czy to jest piosenka o molestowaniu dzieci?”. A ja powiedziałam: „Tak, faktycznie jest”. A on powiedział: „Naprawdę myślę, że ta piosenka może być wielkim hitem”. Po prostu myślałam, że stracił rozum. Niemniej jednak Fierstein zainicjował dodatkową produkcję, która przekształciła prostą piosenkę ludową w przyjazny dla radia utwór, który osiągnął najwyższy poziom 3 list w USA. Vega zawsze podkreślała, że chociaż w jej bloku mieszkał prawdziwy chłopak o imieniu Luka, według jej najlepszej wiedzy nie był on maltretowanym dzieckiem. „Niejako przywłaszczyłam sobie jego postać do piosenki. Zajęło mi trochę czasu, zanim wymyśliłam, jak to napisać – pomysł, że to dziecko śpiewa do sąsiada – a potem cała sprawa napisała się sama w dwie godziny w jedną niedzielę”. Płyta Vegi to album nietypowy dla lat 80.. Nie jest to jakiś wielki wybuch hitów, ale subtelne, skromne, mądre dzieło. W swoich obserwacyjnych tekstach realizuje postmodernistyczne doświadczenie w obrębie kultury i filozofii. Nawet do wpływowego w tamtym czasie nowego medium- MTV, album Vegi pod wieloma względami nie bardzo pasuje. Teledysk do „Tom’s Diner” jest wizualnie ubogi, a artystka w niebieskim kombinezonie i pasiastej koszuli stoi obok prowizorycznych: kontuaru i szyby z matowego szkła z nadrukowanym tytułem piosenki na pustej scenie. To tylko przykład anty wizualności. Suzanne Vega wraz z nagraniami „Solitude Standing” zabiera słuchacza w bogactwo ludzkiej tajemnicy i prosi nas, abyśmy słuchali muzyki w ciszy i spotkali się ze światem samotności. W opinii Williama Ruhlmanna z magazynu AllMusic płyta Vegi przedstawia: „Utwory na Solitude Standing, drugim albumie Suzanne Vegi, miały obok siebie wymienione lata w tekście, więc można było zauważyć, że niektóre z nich pochodzą z 1978 roku. Ale to śmiałe wyznanie zwiastowało triumf albumu – to jego różnorodność sprawiła, że jest tak dobrze. Częściowo było tak dlatego, że stare piosenki nie miały sobie równych na pierwszym albumie – utwory takie jak kawałek życia a cappella „Tom’s Diner” i ciepło romantyczny „Gypsy” po prostu nie pasowałyby tematycznie do debiutu. Jednak na Solitude Standing stały się częścią albumu z piosenkami fabularnymi osadzonymi w różnych kontekstach muzycznych; wielu z nich miało aranżacje zespołowe, a w rzeczywistości członkowie zespołu koncertowego Vegi często byli uznawani za współautorów.” Płyta będąca produktem swoich czasów, ale niezwiązana nim. Jest to niezbędne dzieło jednego z najzdolniejszych artystów muzyki popularnej. Trzydzieści pięć lat po premierze minimalistyczny klejnot Suzanne Vegi jest świeży i warty ponownego słuchania. Przez lata od czasu premiery płyty „Solitude Standing” powstało ponad 90 wydań, a wśród nich kilka ciekawych alternatywnych wersji [3]. Zostanie niżej parę opisanych: – Oryginalna płyta LP (1987) Choć pani Vega wyraziła zastrzeżenia co do tego, kiedy wyszła ta płyta [A&M SP-5136] i mimo że utwory były nagrane w kilku różnych studiach, wcale nie brzmiała źle. Została ona opracowany w Precision Lacquer w Hollywood i wytłoczona przez Electrosound Group Midwest w Shelbyville w stanie Indiana, z których żadna obecnie nie istnieje. Do LP dołączyła kaseta w Wielkiej Brytanii [SUZMC2]. – Oryginał CD (1987) Większość melomanów uważa tę płytę CD [A&M CD 5136] za akceptowalną, chociaż spotkała się z krytyką za jakość dźwięku określaną jako „cienka i przenikliwa”. Kolejne zremasterowane płyty CD z pewnością poprawiły jakość dźwięku. – Album Toma (1991) Ściśle mówiąc, nie jest to wersja „Solitude Standing”, ale każdy oddany fan Vegi uzna ten [A&M 75021 5363 2] fascynujący artefakt. Zdając sobie sprawę, że „Tom’s Diner” zaczął żyć własnym życiem jako piosenka do cover’owania i samplowania, zdecydowano się wydać kompilację zawierającą wersje DNA, Nikki D, Beth Watson, Petera Behrensa, Michigan And Smiley, Bingo Hand Hioba i innych, mimo że niektóre z nich zostały nagrane bez pozwolenia. Tytułem przynajmniej częściowego wyjaśnienia ogromnej popularności piosenki wśród artystów hip-hopowych, Vega wskazała, że dorastała w Harlemie w latach 70., kiedy rodziła się kultura hip-hopowa, więc rytmy tej muzyki były częścią jej psychiki. „Jeśli weźmiesz jakiś hip-hopowy rytm i zaśpiewasz nad nim ‘da-da-da-da’, to działa” – stwierdza. -Japanese CD (2010) Ta płyta CD Super High Material [A&M, UICY-94434, SHMCD] była pierwszą zremasterowaną [96kHz/24-bit] edycją, wydaną w Japonii i zapewniającą „większą klarowność, głębię i definicję dźwięku, aby przybliżyć słuchacza do jakość oryginału”. Zawierała tekturową okładkę, która była mini-repliką oryginalnej grafiki LP. -Collectors Edition (Culture Factory, LLM782156) z 9 czerwca 2014 roku. Jest to cyfrowo zremasterowana edycja umieszczona w okładce mini LP, która odtwarza wszystkie elementy oryginalnych płyt LP i jest dokładną repliką w rozmiarze płyty kompaktowej z autentyczną tekturową okładką i papierową okładką na krążek CD. Dźwięk jest zremasterowany w wysokiej rozdzielczości 96 kHz / 24 BIT. Intymny wokal Suzanne Vegi i przemyślane teksty są od początku do końca czystą poezją, szczególnie w takich hitach jak „Luka” i „Tom’s Diner”, a w tej edycji to słychać tym bardziej. Czarny CD (kompatybilny ze wszystkimi odtwarzaczami CD) sprawia wrażenie pomniejszonego autentycznegp winylu z oryginalną etykietą. -180g Vinyl Edition (2017) Fani od lat pytali, dlaczego nie było wersji 180g, a teraz jest [A&M 00602557279931]. Jest częścią serii Back To Black i zawiera kupon na pobranie albumu w wersji elektronicznej. [1] Według: [2] Według: [3] Na podstawie: Przejdź do części 2 >> Kolejne rozdziały:
Są słowa na pozór zwyczajne, ale gdy zostają połączone rymem i uzupełnione serdecznym przesłaniem, stają się piękne i potrzebne. Tomik jest rzadkim dziś przypadkiem, w którym Autorki słów i muzyki uzupełniają się harmonijnie, tworząc zbiorek utworów dla najmłodszych prosty i niezwykły zarazem. W utworach zawartych w tej książce mamy więc radosne opisy wszystkich pór roku, są tu obrazki bliskiej dzieciom przyrody, są piosenki-kołysanki, ale także motywy życia rodzinnego. Całość promieniuje optymizmem i ciepłem, a refreny piosenek szybko wpadają w ucho.
Dla Islandczyków jest skarbem narodowym, dla reszty świata - niespokojną, eksperymentalną siłą twórczą, nieustannie powiększającą obszary swojego działania, budującą, przechodzącą metamorfozy i przełamującą granice artystycznych oczekiwań. Zaplanuj swoją samodzielną wycieczkę objazdową po Islandii Wynajmij samochód na Islandii w najlepszej cenie Spędź wczasy na Islandii w towarzystwie lokalnego przewodnika Zobacz nasz przewodnik po Reykjaviku Sprawdź wpisy na blogu, które pomogą w planowaniu wakacji na wyspie lub zapytaj o Islandię po polsku Odkrywanie świata free electronic jazzu z niewiarygodną lekkością, gładkie poruszanie się po równinach wirtualnej rzeczywistości, pomysłowość i kreatywność - wszystkie te umiejętności uczyniły z niej „najwyższą kapłankę art popu”, antyautorytarną innowatorkę, utalentowaną, buntowniczą i niepodobną do nikogo innego przed nią. Sama w sobie jest Sztuką, nieposłusznym i kwestionującym konwencję bytem, igrającym nie tylko z przypuszczeniami słuchacza, ale także artysty; Sztuką rozwijającą się i przejawiającą w dźwiękach i wizjach, które dziś znamy i kochamy. Mowa oczywiście o Björk, artystce, której dzikość, inspirujące szaleństwo i niewiarygodna siła napędowa sprawiły, że jej imię stało się synonimem Islandii. Björk urodziła się i wychowała w Reykjavíku. Dlatego też nieziemski głos wokalistki od lat 80. ubiegłego wieku przyciąga i kieruje uwagę całego świata na Islandię - kraj rodzinny jednego z najbardziej twórczych, pełnych wyobraźni artystów na Ziemi. W rzeczywistości jej dokonania są tak niebywałe, że przepełniony wdzięcznością były premier Davíð Oddsson zaproponował w 2000 roku, aby Björk otrzymała prawa do wyspy Elliðaey (projekt nie został sfinalizowany ze względu na kontrowersje, jakie wzbudzał, jednak mit miejski pozostał). Zdjęcie: Wikimedia. Creative Commons. Credit: Mimo to niesamowity sukces artystki nie wpłynął negatywnie na jej szacunek do rodzinnego miasta, ani do jej rodziny czy rzetelności i przykładania się do pracy. O życiu na Islandii Björk napisała na forum: „ nie mamy tu zbyt zróżnicowanej hierarchii i żadna osoba nie czuje się ważniejsza od innej, dlatego rozdawanie autografów nie jest najmądrzejsze. Chodzi tu o kwestię szacunku do samego siebie”. Szacunek ten piosenkarka okazuje również względem swojej ojczyzny, wielokrotnie publicznie atakując niebezpieczeństwa wiążące się z przemysłem ciężkim i wspierając działania mające na celu ochronę islandzkiego interioru. „Kiedy byłam nastolatką, jeździłam stopem i nocowałam na kempingach, każdego roku spędzając kilka dni sama ze sobą. Za pierwsze pieniądze, które dostałam, gdy miałam 13 lat, kupiłam namiot. To był mój ideał wolności. I nie sądzę, abym była odosobniona w takim myśleniu. Tego rodzaju krajobrazowi towarzyszy pewien rodzaj świętości.” Jednak Islandia okazała się zbyt mała, by pomieścić bezmiar talentów i osiągnięć piosenkarki. Od roku 2015 Björk sprzedała w kraju 20 - 40 milionów albumów, co jest niesamowitym wynikiem. Ale w jaki sposób tej młodej i kreatywnej Islandce udało się zdobyć serca i umysły milionów fanów muzyki za granicą? Dzieciństwo i początki kariery Björk Urodzona 21 listopada 1965 roku Björk Guðmundsdóttir była wychowywana przez matkę, Hildur Rúnę Hauksdóttir, działaczkę na rzecz ochrony środowiska. Matka i ojciec (Guðmundur) rozwiedli się wkrótce po przyjściu dziecka na świat. Hildur przeniosła się z córką do gminy o poglądach kontrkulturowych, gdzie szybko się zakochała i ponownie wyszła mąż za gitarzystę, Sævara Árnasona, nazywanego „Jimim Hendrixem Islandii”. W rodzinnym domu przyszłej piosenkarki często gromadzili się artyści i muzycy, aby grać, opowiadać historie, nie stroniąc od alkoholu. To właśnie wczesne lata przesiąknięte atmosferą islandzkiej bohemy wywarły znaczący wpływ na późniejszą twórczość Björk. Uzdolniona muzycznie jako dziecko, od szóstego do czternastego roku życia Björk uczęszczała do Barnamúsíkskóli - szkoły muzycznej w Reykjavíku, zgłębiając literaturę klasyczną i ucząc się gry na fortepianie oraz flecie. To właśnie tutaj po raz pierwszy poznała, jak smakuje kariera zawodowego muzyka. W wieku jedenastu lat jako jedna z wielu uczennic została wyznaczona, by zaśpiewać lub przeczytać wiersz dla odwiedzających szkołę rodziców. Dziewczynka wybrała hit Tiny Charles z 1976 r. pod tytułem „I Love to Love (But My Baby Loves to Dance)”. Utwór wykonała tak dobrze, że nauczyciele zdecydowali się wysłać nagranie do jedynej islandzkiej rozgłośni radiowej RÚV, która z kolei zaczęła emitować je w programach ogólnokrajowych. Zdjęcie: Icelandic Music Museum Traf chciał, że nagranie usłyszeli przedstawiciele Fálkinn (niegdyś wytwórni muzycznej, a obecnie sklepu rowerowego), którzy szybko zaproponowali młodej wykonawczyni kontrakt na nagranie płyty. Debiutancki album Björk z 1977 roku zarejestrowano w Hljóðriti Studios. Składał się w dużej mierze z coverów przetłumaczonych na język islandzki, na przykład „Your Kiss is Sweet” Steviego Wondera czy „The Fool on the Hill” Lennona-McCartneya. Utwór zatytułowany „The Arab Boy” napisał ojczym Björk, a okładkę płyty zaprojektowała Hildur, dzięki czemu cała kompilacja stała się wspólnym rodzinnym dziełem. Album został wydany w wersji limitowanej (co najmniej 7000 egzemplarzy), na winylu i kasecie. Björk miała wówczas zaledwie dwanaście lat. Po podbiciu islandzkich list przebojów Björk stała się kimś w rodzaju dziecięcej celebrytki, którą zmuszono, by została gwiazdą. Przyjaciele w szkole chcieli zwracać na siebie jej uwagę, ale nie rozumieli, że ich idolka - TA Björk - w rzeczywistości jest zupełnie inną dziewczyną. Odrzucona przez środowisko szkolne Björk spędzała wolny czas z muzykami trzy razy starszymi od niej, z których wielu zachęcało ją do wydania drugiego albumu. Jednak dopiero w 1979 roku, wraz z pojawieniem się na Islandii subkultury punkowej, Björk ponownie wkroczyła w świat muzyki. W wieku piętnastu lat artystka zakochała się w brytyjskim zespole Discharge wykonującym muzykę hardcore punk. Ogoliła brwi i założyła składający się z samych dziewczyn buntowniczy zespół Spit and Snot. Grupa jednak szybko się rozpadła z powodu „problemów z orientacją” i tendencją do śpiewania wyłącznie o niechęci do mężczyzn. Rok później piosenkarka założyła nowy zespół, grupę Exodus, wykonującą muzykę z gatunku pop/new wave. Jej dokonania przetrwały na jednej tylko, nagranej w garażu kasecie. Exodus zaśpiewał w spocie telewizyjnym, dzięki któremu Björk ponownie znalazła się w centrum uwagi. Po zakończeniu krótkotrwałej kariery Exodusu zagrała jeden koncert z zespołem JAM80. Był to jednorazowy występ i Bröjk nie związała się z grupą na długo. Tappi Tíkarrass Formacja Tappi Tíkarrass jest powszechnie uważana za pierwsze poważne przedsięwzięcie Björk jako profesjonalnego muzyka. Nazwę grupy można przetłumaczyć z języka islandzkiego w następujący sposób: „zakorkuj suce tyłek” (sic!) (jest to nawiązanie do wczesnej krytyki muzyki tworzonej przez Tappi Tíkarrass, która rzekomo „pasowała jak korek do tyłka suki”). Do zespołu należał basista grupy Exodus, Jakob Magnússon. Mimo charakteru punkowego, zespół połączył elementy muzyki rockowej, jazzowej i funkowej, nie dając się zaszufladkować. Był to niewypowiedziany precedens i zwiastun przyszłej kariery artystycznej Björk. Zespół działał przez dwa lata i wydał jeden mini-album punkowy Bitið fast í vitið (1982), a później dyskotekowy album Miranda (1983). Lekkie, melodyjne utwory przypominały wczesne lata The Cure, a członkowie zespołu osiągnęli sukces w zupełnie nowych obszarach muzycznych. Jednak pomimo odkrycia nieznanych dotąd talentów piosenkarki, wokale Björk nie zostały jeszcze w pełni zbadane i rozwinięte. W wykonaniach brakowało gardłowych pokrzykiwań, tak charakterystycznych dla jej późniejszych nagrań, które usłyszymy zarówno w utworach grupy The Sugarcubes, jak i w piosenkach znanych z kariery solowej wokalistki. Poczytaj więcej o muzyce islandzkiej Utwory Tappi Tíkarrass pojawiły się w islandzkiej komedii zatytułowanej „Nýtt líf” („Nowe życie” 1983) w reżyserii Þráinna Bertelsona, a także w filmie dokumentalnym „Rokk í Reykjavík” w reżyserii kultowego islandzkiego reżysera filmowego Friðrika Þóra Friðrikssa. Björk zaśpiewała dwie piosenki dodane do ścieżki dźwiękowej filmu i naturalnie stała się główną jego osią, rezonującą ikoną znamienitej sceny punkowej, która tak mocno wstrząsnęła Islandią w latach osiemdziesiątych. W 1983 roku Ásmundur Jónsson z Gramm Records stworzył ideę islandzkiej supergrupy, z Björk jako jedną z wiodących wokalistek. Intencją Ásmundura było, aby zespół zagrał na żywo w ostatnim odcinku audycji radiowej „Áfangar”. Doświadczenie to okazało się jednak tak udane, że koledzy z zespołu entuzjastycznie zgodzili się na nadanie grupie trwałej formy pod nazwą (słowo to w średniowiecznym języku islandzkim oznaczało czary). Rok później ukazał się pierwszy album The Eye (1984), w dużej mierze dzięki kontaktom zespołu z grupami anarcho-punkowymi w Londynie. Produkcją i dystrybucją zajęła się wytwórnia Crass Records, a nazwę albumu przypisywać można jednym z najwcześniejszych wpływów, jakim uległa Björk - wyjątkowo plastycznej pod względem erotycznym (choć bardzo dobrej) noweli zatytułowanej „Story of the Eye” („Historia oka”) George'a Bataille'a (1922). Album zajął szóste miejsce w brytyjskim rankingu UK Independent i został wysoko oceniony przez krytyków. David Tibet z brytyjskiego tygodnika muzycznego „Sounds” opisał go następującymi słowami: „The Eye śmiało wykracza poza domniemane ograniczenia, które wytwórnia Crass ma za zadanie narzucić... i wciąga słuchacza w lodowcowy świat zdezorientowanych emocji i roztrzaskanych wizji”. W roku 1984 i 1985 odbył trasę po Europie, grając podczas takich imprez muzycznych, jak L'Eldorado w Paryżu, Pandora's Box Festival w Holandii i Roskilde Festival w Danii. W tym okresie zespół współpracował z wieloma artystami, w tym z wokalistą rockowym znanym jako Megas (nagrania te nie zostały jeszcze wydane). Zdjęcie: Icelandic Music Museum pojawił się również w telewizji. Warto wspomnieć tu o Björk, która będąc w siódmym miesiącu ciąży wystąpiła skąpo ubrana, w stroju zasłaniającym niewiele więcej ciała niż bielizna. W 1986 roku zespół wydał swój drugi album we współpracy z Crass Records, zatytułowany Holidays in Europe (The Noughty Nought), bardziej skomplikowaną płytę z większym naciskiem na wykorzystanie instrumentów elektronicznych, efektu zniekształceń i eksperymentalnego hałasu. Późnym latem tego samego roku trębacz i wokalista zespołu, Einar Ørn, powrócił z Wielkiej Brytanii do Islandii, aby założyć zupełnie nową wytwórnię płytową Bad Taste. Zespół rozpadł się, ponieważ członkowie zespołu zaangażowali się w realizację innych projektów. Czterech muzyków z pierwotnego składu kontynuowało współpracę z nową awangardowo-popową grupą The Sugarcubes. The Sugarcubes Uznawany za największy zespół rockowy, jaki kiedykolwiek powstał na Islandii, The Sugarcubes spotkał się z zaskakującym, powszechnym uznaniem krytyków po wydaniu pierwszego albumu zatytułowanego Life's Too Good (1986). Zespół został utworzony w tym samym roku, w dniu, w którym Björk i jej ówczesny mąż Thor Eldon (gitarzysta zespołu) powitali na świecie swojego syna. Od samego początku grupa była czymś nowym i przepełnionym niepokojem, a jej nazwa nawiązywała nawet do stanu po spożyciu LSD. Przy współpracy z brytyjską wytwórnią One Little Indian i amerykańską wytwórnią Elektra, debiutancka post-punkowa satyra na optymizm popu lat osiemdziesiątych pomogła w promocji dokonań Björk i zespołu, a wydanie singla „Birthday” stanowiło doskonałą okazję do odbycia międzynarodowej trasy koncertowej. W 1988 roku grupa pojawiła się w programie rozrywkowym „Saturday Night Live”, występowała także w klubie The Ritz w Nowym Jorku. Muzyką zespołu zafascynowani byli również David Bowie i Iggy Pop. Żaden muzyk w historii Islandii nigdy nie mógł pochwalić się takimi osiągnięciami. Druga płyta Here Today, Tomorrow Next Week! (1989) nie osiągnęła już takiego sukcesu, a krytycy wskazywali na fakt, iż grupa nie rozwija się i celowo próbowali zniechęcić entuzjazm publiczności. Po drugiej międzynarodowej trasie koncertowej zespół rozważał zakończenie wspólnej pracy, ale zamiast tego zdecydował się na przerwę w działalności. Zdjęcie: Wikimedia. Creative Commons: Credit: Masao Nakagami Trzeci i ostatni album The Sugarcubes, Stick Around For Joy (1990), spotkał się z większym uznaniem. Z płyty pochodzi najważniejszy przebój grupy, ironicznie zatytułowany „Hit”. Podczas trasy koncertowej irlandzkiego zespołu rockowego U2 - Zoo TV Tour, formacja The Sugarcubes występowała jako support przed widownią liczącą ponad 700 tys. fanów, jak dotąd zdecydowanie największą, przed jaką miała dotychczas szansę stanąć. Pomimo wielu osiągnięć rozpad zespołu był nieunikniony i nastąpił w roku 1992. Członkowie The Sugarcubes połączyli się na krótko w 2006 roku, aby zagrać koncert w Reykjavíku, zbierając fundusze dla wytwórni Bad Taste i by pomagać w dalszej promocji muzyki islandzkiej. Zespół dał jasno do zrozumienia, że nie ma żadnych planów na nagranie nowego albumu lub wykonanie nowych utworów w przyszłości. Kariera solowa Björk Czas pomiędzy rozpadem The Sugarcubes a drugim solowym etapem kariery Björk spowiła mgła mitów, nieścisłości i niedokładnych informacji. Niektórzy twierdzą, że aby spłacić długi zaciągnięte przez The Sugarcubes w latach osiemdziesiątych Björk zmuszona była podjąć pracę w sklepie z antykami; inni, że prowadziła stragan na targu. Bez względu na to, jaka była prawda, zaangażowanie Björk na rzecz przyszłych dokonań w dziedzinie muzyki pozostało niezmienione. Nie wiedziała wtedy, że etap rozpoczęcia kariery solowej zbliża się wielkimi krokami. Świat muzyki nie miał być już jednak taki jak niegdyś. Debut (1993), Post (1994) i Telegram (1996) W chwili rozpadu The Sugarcubes Björk wysłała kasetę demo z własnymi piosenkami do wytwórni Bad Taste. O tym okresie powie: „Zdałam sobie sprawę, że to jest ten moment - teraz albo nigdy. Albo nagram teraz wszystkie te piosenki, których dźwięki dryfują w mojej głowie od lat, albo nigdy już tego nie zrobię.” Kiedy zespół zawiesił działalność, Björk przeniosła się do Londynu, gdzie została szybko wprowadzona na scenę muzyczną, być może lepiej odpowiadającą jej gustom niż ta, na której występowała z The Sugarcubes. Brian Eno, Kate Bush, Acid House... prawie niekończąca się lista nowo odkrywanych wykonawców. Pierwszy album Björk pt. Debut (1993) został wyprodukowany przez Nellee Hoopera, profesjonalistę słynącego z pracy z Soul II Soul i Massive Attack. Choć artystka początkowo niechętnie współpracowała z producentem (wstępna koncepcja opierała się na korzystaniu z wielu producentów), szybko zainspirowały ją pomysły Nellee Hoopera i obydwoje spędzili wiele sesji studyjnych pisząc i nagrywając poszczególne utwory do albumu. Reakcja na wydanie płyty była ogólnie rzecz biorąc pozytywna; przełamując status quo muzyki elektronicznej/tanecznej, tak popularnej we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, Björk wygrała w konkursie Brit Awards w 1994 roku w kategorii „Best Newcomer” (najlepszy debiutant) oraz „Best International Female” (najlepsza artystka międzynarodowa). Na drugim albumie Björk zauważyć można znaczny rozwój pod względem kunsztu pisanych tekstów i komponowanej muzyki. W przeciwieństwie do płyty Debut, w przypadku której teksty powstały na Islandii, album Post miał na celu przekazanie tempa i eklektycznej energii nowego domu piosenkarki w Londynie. W pracach nad albumem tym razem uczestniczyło wielu producentów, w tym Graham Massey z 808 State i Tricky z Massive Attack. Mimo że płyta Post uważana była za album eksperymentalny o szerokim wydźwięku emocjonalnym, słuchacze postrzegali ją jako przyjemną w odbiorze i ujmującą, chwaląc utwory za ich odważny i klubowy charakter. Po Post Björk wydała swój pierwszy pełnometrażowy album z remiksami zatytułowany Telegram, chociaż sama wokalistka nie potrafi go sklasyfikować. Mówi: „Dla mnie Telegram to także Post, ale wszystkie elementy, z których składają się piosenki są po prostu przejaskrawione i wyolbrzymione. To jakby rdzeń albumu Post. Dlatego zabawne jest nazywanie tej płyty albumem z remiksami, wręcz przeciwnie. Telegram jest bardziej surowy, nagi. Nie chciałam, by muzyka była spokojna i przyjemna dla ucha. Taką płytę sama bym sobie kupiła.” Albumowi Telegram nie udało się przekroczyć wielu nowych granic, rozczarował zatem krytyków, zdaniem których Björk podczas prac nad nim wygodnie wygrzewała się w blasku swojej sławy, opierając się na zdobytym już uznaniu i wcześniejszych dokonaniach. Homogenic (1999) i incydent ze stalkingiem W 1996 roku przydarzyła się przykra historia, której sprawcą był Ricardo Lopez, mieszkający na Florydzie psychicznie chory pracownik firmy zajmującej się zwalczaniem szkodników. Żyjący w pułapce poczucia niższości i nienawiści do samego siebie, Ricardo od osiemnastego roku życia zachowywał się jak odludek, karmiący się niebezpiecznymi obsesjami na punkcie kobiet będących w centrum zainteresowania świata. Lopez najpierw prześladował młodą amerykańską aktorkę, ale wkrótce obiektem jego chorej fascynacji stała się islandzka artystka, na którą przypadkiem zwrócił uwagę oglądając teledysk. Początkowo Lopez zadowalał się poznawaniem życia piosenkarki i pisaniem do niej listów. Twierdził, że jego zauroczenie Björk napełniało go poczuciem euforii. Mniej więcej w tym czasie zaczął również pisać 803-stronicowy pamiętnik, na którego karty przelewał swoje myśli przepełnione samokrytycyzmem, brakiem dowartościowania, a także przedstawiał plany dotyczące dręczenia piosenkarki. Kiedy Lopez przeczytał o relacji Björk z brytyjskim producentem Goldiem, poczuł się zdradzony i rozwścieczony, a cała sytuacja podsyciła jedynie jego i tak już niebezpieczne poglądy na temat rasy. Wtedy właśnie postanowił zabić Björk. W swoim domu na Florydzie Lopez zaczął dokumentować tworzenie przesyłki z bombą ukrytą wewnątrz książki z wyciętymi odpowiednio kartkami. Mężczyzna wysłał paczkę, której nadawcą miała być rzekomo wytwórnia płytowa piosenkarki, po czym popełnił samobójstwo. Po odkryciu przez policję ciała, a później obok niego materiału, w którym Lopez opisał, co zrobił, FBI natychmiast podjęło działania mające na celu unieszkodliwienie bomby. Paczka zdążyła dotrzeć do Anglii, ale nadał oczekiwała na doręczenie w urzędzie pocztowym w południowej części Londynu. Metropolitalna Służba Policyjna bezpiecznie przechwyciła przesyłkę, zanim ktokolwiek został ranny. Nic dziwnego, że Björk była bardzo zaniepokojona zaistniałym wydarzeniem - tym, w jakim niebezpieczeństwie znalazła się ona sama i jej syn; tym, jak w misterny sposób obcy zupełnie ludzie mogą wedrzeć się w jej życie osobiste. Piosenkarka szybko wynajęła ochronę dla swojego syna, a także ochroniarza, który zaprowadzał i odbierał chłopca ze szkoły. Aby uniknąć zainteresowania mediów, Björk wyjechała do Hiszpanii, pragnąc skoncentrować się na pisaniu i nagrywaniu trzeciego solowego albumu. Album Homogenic miał brzmieć jak „nieposkromione wulkany porośnięte mchem”. W świetle całej kariery wokalistki, wydanie płyty Homogenic jest powszechnie uważane za najlepszy moment dla Björk jako artystki, która tworzy długie, przeciągłe melodie, dźwięki i niesamowicie osobiste teksty, które nadały piosenkarce miano ikony. Po zakończeniu współpracy z producentem Nellee Hooperem do prac nad wydaniem albumu Homogenic Björk zaprosiła wielu producentów. Płyta została nominowana do nagrody Grammy w 1999 roku w kategorii „Best Alternative Musical Performance” (najlepsze wykonanie muzyki alternatywnej), a na łamach magazynu „Slant” pojawiła się opinia, że Homogenic to „o ile nie najlepszy album z muzyką elektroniczną wszechczasów, to z pewnością najlepsza płyta dekady”. Björk zdobyła również nagrodę w kategorii „Best International Female” (najlepsza artystka międzynarodowa) na Brit Awards. Odbierając wyróżnienie, gwiazda podziękowała publiczności i wypowiedziała słynne słowa: „Jestem wdzięcznym grejpfrutem”. „Tańcząc w ciemnościach” i Selmasongs (2000) W 2000 roku Björk zagrała swoją pierwszą główną rolę Selmy w musicalu Larsa Von Triera „Tańcząc w ciemnościach”. Reżyserowi niemal rok zajęło przekonywanie Björk do wzięcia w nim udziału, gdyż piosenkarka obawiała się, że jest „artystką muzyczną, a nie artystką filmową”. Nie zdawała sobie sprawy, jak kontrowersyjna okaże się ostatecznie ta relacja reżyser - aktorka. Zdjęcia do filmu przeszły do historii osławione złą sławą ze względu na nieobliczalne i kapryśne zachowanie Björk na planie. Lars Von Trier twierdził, że każdego ranka przed rozpoczęciem pracy Björk podchodziła do niego mówiąc: „Panie Von Trier, gardzę Panem”, a następnie na niego pluła. Björk natomiast skarżyła się na seksistowskie zachowanie Von Triera i brak płaszczyzny do współpracy. Bez względu na powyższe opinie, zdarzało się, że artystka w tajemniczy sposób znikała z planu zdjęciowego na trzy dni, powodując liczne opóźnienia w produkcji. Poza tym była podejrzewana o zjedzenie części swojego kostiumu. Jak przyznała sama Björk, całe doświadczenie filmowe było emocjonalnie obciążające. Von Trier planował również obsadzić siebie w roli złego charakteru, którego jedynym celem w filmie jest poskramianie i karanie Selmy. Jednak ze względu na iskry, jakie sypały się przy każdym spotkaniu z Björk, reżyser postanowił zatrudnić innego aktora w obawie, że sam mógłby nieco przesadzać w swoich kreacyjnych zapędach, wpływając w ten sposób negatywnie na całą produkcję. Artystka złożyła obietnicę, że nigdy więcej nie zagra w filmie, ale w tym samym roku zdobyła nagrodę dla najlepszej aktorki na festiwalu w Cannes. Opinie na temat „Tańcząc w ciemnościach” były skrajne. Niektórzy okrzyknęli film intelektualnym, artystycznym przedsięwzięciem, podczas gdy inni go potępiali twierdząc, że jest pretensjonalny i płytki. Równolegle z premierą filmu Björk wydała album Selmasongs. Recenzje na temat płyty były przychylne, choć podobnie jak w przypadku filmu, album podzielił krytyków, którzy prezentowali skrajne opinie na jego temat. Na dwóch różnych biegunach znalazły się sformułowania typu: „Selmasongs to przede wszystkim ekstatyczne utwory, a słuchając ich modlisz się, by nastąpił policyjny nalot” i stwierdzenia, takie jak: „Selmasongs maluje portret kobiety tracącej wzrok, zachowuje jednak wyjątkowe widzenie i postrzeganie świata oczami Björk”. Piosenka „I've Seen It All” została nominowana do Nagrody Akademii za najlepszą piosenkę oryginalną. Na ceremonię wręczenia nagród Björk przybyła ubrana w kultową dziś suknię łabędzia, a całą stylizację dopełniało jajo (w rzeczywistości torebka w kształcie strusiego jaja), które artystka „zniosła” na środku czerwonego dywanu. Nieżyjąca już doskonała aktorka grająca role komediowe, Joan Rivers, skomentowała ten incydent następująco: „Później widziałam ją w damskiej toalecie rozkładającą papiery na podłodze... Ta dziewczyna powinna trafić do szpitala psychiatrycznego”. Sukienka łabędzia pojawi się później ponownie na okładce czwartego solowego albumu Björk zatytułowanego Vespertine. Zdjęcie: Wikimedia. Creative Commons. Credit: Christia Del Riccio. Vespertine (2001) Album Vespertine paradoksalnie ukształtowały w dużej mierze dwa aspekty z życia Björk: jej mozolna praca na planie filmowym, którą kierował Lars Von Trier, oraz nowy związek artystki z rzeźbiarzem, fotografem i filmowcem, Matthew Barneyem. Obydwa doświadczenia artystycznie nakłoniły Björk do napisania piosenek intymnych, emocjonalnych i odkrywczych, co oddaliło ją jeszcze bardziej od etapu, w którym postrzegana była jako królowa muzyki dancehall. Prace nad albumem rozpoczęły się podczas produkcji filmu „Tańcząc w ciemnościach”. Björk twierdziła, że w przypadku Selmasongs trzeba było się namozolić, ale pracę nad Vespertine porównać można do czynności, jakie wykonuje się w ramach hobby. Spokojne, wyciszone dźwięki Vespertine były wyrazem ucieczki od ekstrawertycznej postaci, którą zmuszona była grać na planie. Artystka godzinami pracowała samotnie przy swoim komputerze, co sprawiło, że Vespertine nazwano „albumem stworzonym na laptopie”. Była to płyta elektroniczna, która powstawała w atmosferze codziennego, domowego życia. Album spotkał się z ogromnym uznaniem krytyków. Nadawał posmak sensacji i zadziwiał zarówno nowych, jak i wcześniejszych fanów zmysłowymi, erotycznymi tekstami oraz wielowarstwową, rytmiczną warstwą instrumentalną. Płyta znalazła się na 8 pozycji na liście przebojów publikującej najlepiej sprzedające się albumy w Wielkiej Brytanii - UK Albums oraz na pozycji 19 w zestawieniu 200 najlepiej sprzedających się albumów studyjnych oraz EP w Stanach Zjednoczonych - US Billboard 200. Ponadto Vespertine przyznano tytuł złotej płyty w Wielkiej Brytanii, Francji i Kanadzie. Czternaście lat później Björk opowiadała magazynowi „Pitchfork” o swojej irytacji, gdyż wiele osób nie zdawało sobie sprawy, jak wielki osobisty wysiłek kryje się za sukcesem jej albumów. Napisała: „Stworzyłam 80% beatów na Vespertine i zajęło mi to trzy lata, ponieważ wszystko to były mikrobeaty - praca przypominała haftowanie ogromnego wzoru. Duet Matmos pojawił się na ostatnie dwa tygodnie i dodał do utworów brzmienie perkusji, ale nie można przypisywać mu zasług stworzenia żadnej z najistotniejszych części płyty. A wszyscy uznają właśnie tych muzyków za autorów całego sukcesu albumu.” W całej swojej karierze Björk wypowiadała się wokalnie na temat podwójnych standardów odnośnie płci w przemyśle muzycznym, choć dość późno zyskała miano feministki. Słynna jest wypowiedź wokalistki z 2015 roku, kiedy to stwierdziła: „Wszystko, co facet mówi raz, kobieta musi wypowiedzieć pięciokrotnie”. Mając nadzieję, że zainspiruje i wesprze młode kobiety, Björk wspomniała czas, kiedy była wokalistką w zespole The Sugarcubes. Stwierdziła, że jest to doskonały przykład tego, jak kobiety wkraczające dopiero na scenę muzyczną często walczą o uznanie, podczas gdy w przypadku mężczyzn na sukces nie trzeba tak ciężko pracować. Medúlla (2004) i Drawing Restraint (2005) Album Medúlla wyróżnia się w twórczości Björk ze względu na fakt, że utwory w większości przypadków wykonywane są a cappella, z wykorzystaniem różnych rodzajów wokalu i innych efektów. W momencie wydania płyty Björk twierdziła, że jest to album, który w najbardziej jawny i wyraźny sposób prezentuje jej poglądy polityczne, że jest to próba przeciwdziałania odrodzeniu nacjonalizmu, którego przejawy zaobserwować można było po atakach z 11 września w Nowym Jorku. Album został nominowany w dwóch kategoriach nagród Grammy i zajął pierwsze miejsce na wielu listach przebojów na całym świecie. Nie odbyła się jednak promocyjna trasa koncertowa, która zbiegłaby się z wydaniem płyty, ponieważ Björk uważała, że utwory będą zbyt trudne do wykonywania na żywo. Zamiast tego, Komitet Olimpijski zaprosił piosenkarkę do wystąpienia na ceremonii otwarcia Igrzyska Olimpijskich w Atenach w 2004 roku. Björk wykonała wówczas utwór „Oceania”. Przez cały czas trwania piosenki materiał jej sukni rozwijał się, aż wypełnił całą scenę, odsłaniając mapę zjednoczonego świata. Björk powróciła do aktorskiego świata, by zagrać w filmie „Drawing Restraint 9” należącym do nurtu kina niezależnego, reżyserowanym przez jej ówczesnego męża. Film, będący abstrakcyjnym badaniem kultury japońskiej, nie zawierał dialogów, a narrację oddawał stylistycznie poprzez rzeźbę, muzykę i konceptualne wyobrażenia. Björk wyprodukowała również ścieżkę dźwiękową do filmu, po raz drugi pracując bezpośrednio dla potrzeb kina. Tego roku pojawiła się także w innym filmie, dokumencie zatytułowanym „Screaming Masterpiece”, w którym omawiała islandzką scenę muzyczną. Volta (2007) i Voltaïc (2009) Nagrania do szóstego solowego albumu Björk rozpoczęły się wkrótce po powrocie z miasta Banda Aceh w Indonezji, gdzie obserwowała pracę UNICEF-u z dziećmi - ofiarami tsunami, które zniszczyło miasto w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Doświadczenie to miało ogromny wpływ na powstanie „Earth Intruders” - początkowo dziesięciominutowego, mocno improwizowanego utworu, który został później zredagowany na potrzeby albumu. Björk wydała również album charytatywny pt. Army of Me: Remixes and Covers, z zamiarem przekazania funduszy ze sprzedaży na działalność charytatywną w Indonezji. Album Volta został przyjęty przez krytyków jako udany powrót Björk jako artystki muzyki pop. Po wcześniejszej pracy nad trzema poważnymi i emocjonalnymi projektami, wokalistka poczuła, że musi wydać płytę, która będzie bardziej komercyjna, zabawna i wykonywana w szybkim tempie. Płyta Volta była w dużej mierze wspólnym przedsięwzięciem kilku artystów, a Björk zaprosiła do współpracy takich wykonawców i producentów, jak Mark Bell, Timbaland i Danja. Album przypadkowo znalazł się w sieci dwa tygodnie przed oficjalną premierą i był dostępny online przez sześć godzin, zanim go usunięto. Niestety, w dobie Internetu, czasu było aż nadto i muzyka wyciekła do sieci. Mimo to Björk zaczęła promować płytę podczas międzynarodowej trasy koncertowej i otrzymała nominację do nagrody Grammy w kategorii „Best Alternative Music Album” (najlepszy album z muzyką alternatywną). Wraz z pojawieniem się następnej płyty zatytułowanej Voltaïc wydano również pięć innych materiałów powiązanych z albumem Volta, w tym DVD z występów na żywo, DVD z teledyskami z płyty oraz 2 płyty CD (jedną z remiksami utworów z płyty Volta, a drugą z nagraniem jedenastu piosenek wykonywanych podczas Igrzysk Olimpijskich). Biofilia (2011), Vulnicura (2015) i dzień dzisiejszy Zdjęcie: Wikimedia. Creative Commons. Credit: Jhayne Biophilia, oficjalnie uznawana za siódmą solową płytę Björk, jest jej pierwszym albumem koncepcyjnym. Komponując w czasie kryzysu finansowego na Islandii w latach 2008-2011, artystka dążyła do stworzenia multimedialnego projektu badającego relacje pomiędzy przyrodą a technologią. W tym duchu Björk wydała album w postaci aplikacji na urządzenia mobilne, testując dalej możliwości dystrybuowania muzyki wśród słuchaczy. Płyta osiągnęła niewiarygodny sukces. Wiele pism i portali muzycznych nadało jej tytuł Albumu Roku, wygrała w kategorii „Best Recording Package” (najlepsze opakowanie) w 55. edycji nagród Grammy i zadebiutowała w pierwszej czterdziestce niemal każdej międzynarodowej listy przebojów. Na podstawie utworów z płyty powstały również dwa albumy z remiksami. Wraz z wydaniem płyty Biophilia Björk rozpoczęła dystrybucję aplikacji na telefon, która następnie została zaadaptowana do programu edukacyjnego Biophilia Educational Program. Podstawowym celem projektu było umożliwienie dzieciom odkrywania własnej kreatywności poprzez naukę, muzykę i najnowsze technologie. Po wydaniu albumu piosenkarka zaangażowała się w organizację warsztatów edukacyjnych na czterech kontynentach. W dobrze znanym już stylu Björk, przedsięwzięcie zostało zrealizowane z iście zegarmistrzowską precyzją, dbałością o szczegóły, artystycznym wyczuciem i pasją do eksperymentowania. Projekt odniósł tak niebywały sukces, że wiele szkół w Skandynawii włączyło go do programu nauczania. Ósmy album studyjny pt. Vulnicura odsłaniał stany emocjonalne Björk po rozstaniu z Matthew Barneyem i późniejszej walce o opiekę nad ich córką. Od wydania poprzedniej płyty minęły trzy lata, dlatego też album był bardzo oczekiwany zarówno w branży muzycznej, jak i wśród fanów, a magazyn „NME” twierdził, że rok 2015 będzie rokiem wielkiego powrotu Björk. Album został wyprodukowany przez wenezuelskiego producenta Arca i zawierał elementy eksperymentalnej muzyki elektronicznej oraz gatunku ambient. Wielu krytyków dopatrywało się w nim podobieństw z Homogenic z 1997 roku. Na płycie rozbrzmiewają wyraźnie kompozycje smyczkowe, co dla artystki stanowiło swego rodzaju proces uzdrawiania. Mówiła: „Jedynym sposobem, w jaki mogłam sobie z tym poradzić, było postawienie na instrumenty smyczkowe. Zdecydowałam, że zostanę skrzypaczką, zaaranżuję wszystko na 15 smyczków i pójdę o krok dalej.” Dziwnym zbiegiem okoliczności, najnowszy album Björk to po raz kolejny odkrywanie nowych obszarów procesu twórczego. Jej najnowszy projekt wirtualnej rzeczywistości - BJÖRK DIGITAL - łączy najbardziej aktualne eksperymentalne brzmienia z nowoczesną technologią, tworząc psychodeliczny, poruszający obraz. Dokłada on kolejną cegiełkę do wizerunku Björk jako artystki zawsze będącej w awangardowej czołówce. W 2017 roku Björk odbyła trasę koncertową, występując w takich krajach, jak Hiszpania, Japonia i Stany Zjednoczone. Niestety, daty jej ostatnich koncertów przypadają na lipiec, co oznacza, że musisz wykazać się daleko idącą cierpliwością, jeśli obejrzenie Björk na żywo jest podstawową pozycją na liście rzeczy, które chcesz zobaczyć i przeżyć, zanim umrzesz. Niezależnie od tego, czego świat może oczekiwać od Björk - osiągnięć w dziedzinie muzyki, filmu, wystaw, czy czegoś zupełnie nowego i oryginalnego - można przyjąć jako pewnik, że znajdzie się rzesza fanów, których jeszcze bardziej zainspiruje nieposkromiona kreatywność artystki. Jeśli zdarzy się, że podczas wizyty na Islandii zobaczysz Björk (od czasu do czasu pojawia się w Reykjavíku), sugeruję, abyś podziwiał ją z pewnej odległości. Jeśli istnieje bowiem cokolwiek, co nie przysparza Björk sławy, to dość osobliwe pierwsze wrażenie, jakie wywiera na spotykających ją osobach.
studio w którym powstają cd z piosenkami